niedziela, 8 października 2017

"Najtwardsza stal" Scarlett Cole


Pierwszy tom cyklu Tatuaże.

Pierwsza powieść tej autorki wydana w Polsce. Całkiem nieźle wpisuje się w panującą obecnie modę na straumatyzowanych bohaterów, silnych i zbuntowanych mężczyzn oraz obrazowe sceny erotyczne. Ale książka ta wcale nie ginie pośród tłumu. Wyróżniają ją szczegóły, które mi osobiście mocno przypadły do gustu.

Historia może nie jest bardzo skomplikowana - Harper ucieka przed prześladowaniem ze strony byłego chłopaka, który nawet z więzienia jest w stanie zepsuć jej życie. Pewnego dnia odwiedza salon tatuażu Trenta, aby zakryć rysunkiem okropne blizny na swoich plecach, które pozostawił jej tam psychopatyczny narzeczony. Trent musi powoli wzbudzić zaufanie wylęknionej dziewczyny. Choć roznieca ona w wiele gorących uczuć w przystojnym tatuażycie, ich relacje muszą rozwijać się bardzo delikatnie. Gdy wreszcie Harper otwiera się na świat, odnajduje ją jej przeszłość.

No to teraz kilka słów o tych wyróżniających szczegółach. Po pierwsze (choć brzmi to lekko dziwnie i perwersyjnie) bardzo podobała mi się trauma Harper. Blizny na plecach układające się w napis "Moja suka" musiały być na prawdę przykrym stygmatem, który bohaterka nosiła każdego dnia na swoim ciele. W stu procentach jestem w stanie uwierzyć w emocje nią targające. Może niechęć do policji, która jakoby jest przekupna i nie uwierzy dziewczynie, była przez nią trochę przejaskrawiona, ale po za tym, jej strach przed dotykiem drugiej osoby, wstyd pokazania swoich pleców, lęk przed ujawnieniem swojej przeszłości - wszystko to kupuję.

Po drugie - Trent. Przystojny chłopak z tatuażami, który swoją pracę traktuje niezwykle poważnie. Jego pasja jest bardzo przekonywująca. A jego tatuaż robi wrażenie, pomimo tego że widzę go tylko oczami wyobraźni. Motywy z "Boskiej komedii" Dantego, szczegóły, które mają swoje znaczenie, to coś innego niż chińskie znaki i hebrajskie napisy tak popularne wśród osób które po prostu chcą mieć tatuaż.

Po trzecie ścieżka muzyczna. To nic niezwykłego, że autorka w rozmowy i wydarzenia wplata piosenki, które potem czytelnik może kojarzyć własnie z tą książką. Jednak tym razem, mamy wątek nauczyciela, który uczy swoją niewinną uczennicę podstaw muzyki metalowej. Nie jest to typowy soundtrack dla romansów, ale jak dla mnie bomba. Kawałek "After Dark" zespołu Tito & Tarantula stał się moją ostatnia obsesją, własnie po lekturze "Najtwardszej stali".

Jakie minusy ma książka? Może trochę spłycone zakończenie. Co prawda wcale nie jest ono złe. Problemy które pojawiają się w finale tej historii są dobrze wymyślone, ale ich przedstawienie wykrzyczane zostało zbyt szybko, zbyt mało wiarygodnie. To nie jest duża wada. Takie jedynie małe ale, aby za bardzo nie słodzić.

Na pewno będę kontynuować przygodę z tą autorką. A cykl "Tatuaże" już w tej części pięknie zarysował się nam dalsze opowieści. Z niecierpliwością czekam na historię Cuja i Drei.

poniedziałek, 18 września 2017

"Obsesja" Katarzyna Berenika Miszczuk


Twierdzenie, że "Obsesja" Katarzyny Bereniki Miszczuk jest romansem, to twierdzenie bardzo trudne do obronienia, ale ja widzę w opisanej przez autorkę historii wiele emocji i wiele motywów które złapią za serce każdą romansoholiczkę. 

Doktor Joanna Skoczek po rozpadzie małżeństwa wraca do Warszawy i zatrudnia się w Szpitalu Wschodnim na wydziale psychiatrii. Rutyna lekarskiej pracy wypełnionej dyżurami, odprawami, obchodami i męczącymi wywiadami z niezrównoważonymi pacjentami, zostaje zburzona, gdy w podziemiach szpitala zostaje znalezione ciało jednej z pacjentek. 

Atmosfera nigdy nie remontowanych szatni, ciemnych korytarzy, rozświetlonych migającymi świetlówkami, oraz skrzypiących wind, nabiera wtedy jeszcze bardziej makabrycznych barw. W tej właśnie scenerii, Asia napotyka co chwilę, wychudzonego, zezującego i nieco nachalnego pracownika pralni - Łukasza. Na domiar złego w swojej szafce odnajduje niepokojące listy od tajemniczego wielbiciela, a przystojny chirurg, który okazał się jej znajomym sprzed lat, postanawia sobie, za wszelką cenę umówić się z coraz bardziej wystraszoną lekarką.

Książka ta jest na prawdę dobrze napisanym thrillerem. Trzyma w napięciu, po mistrzowsku balansując emocjami. Po scenach mrożących krew w żyłach, pojawia się rozdział z elementami humoru, dający nam chwilę wytchnienia, przed jeszcze bardziej przerażającymi momentami.

Właśnie ten humor jest olbrzymim atutem "Obsesji". Asia to postać pełna życia, która potrafi krytycznie spojrzeć na swoja osobę, rzucić ciętą ripostą, ale również wpaść na absurdalny pomysł, nie godny statecznej pani magister medycyny.

No a co z tymi elementami romantycznymi? W każdym dobrym romansie podstawa to bohater, dla którego mocno bije serce każdej czytelniczki. Co w takim razie powiecie na przystojnego lekarza medycyny sądowej, jeżdżącego na motorze, chodzącego w zabójczo obcisłych spodniach, grającego na gitarze, uroczego, pewnego siebie i w dodatku z nietypowym lecz ujmującym poczuciem humoru? Czy wspominałam już że Marek, bo tak ma na imię to cudo, lubi dzieci i koty, oraz przysyła kobiecie kwiaty do szpitala? I choć wątek romantyczny wcale nie jest bardzo namiętny, jest raczej dodatkiem do policyjnego śledztwa, jednak sprawia, że ta książka jest jeszcze lepsza.

Żeby jednak nie słodzić tak bezkrytycznie, teraz kilka słów o tym co mnie uwierało. Najważniejsze co mocno mnie irytowało, to pomieszanie narracji pierwszoosobowej oraz trzecioosobowej. Cześć rozdziałów napisana jest słowami Asi, część natomiast wszystkowiedzącego narratora. Wprowadzało to pewien chaos i przeszkadzało w płynności czytania. Nie do końca też usatysfakcjonował mnie finał i rozwiązanie zagadki kryminalnej. Nie wszystkie sceny spięły się w spójną całość, a z drugiej strony raził również brak pewnych poszlak, które powinny się pokazać. 

Podsumowując, książka ogromnie mi się podobała. Trzymała w napięciu, trzymała też za serce. A prawdziwą wisienką na torcie był pewien kudłaty bohater o spłaszczonym nosku i wdzięcznym imieniu Kołtun. Dlatego wszystkich zachęcam do zawarcia z nim bliższej znajomości, a przy okazji poznania historii morderstw w warszawskim Szpitalu Wschodnim.

czwartek, 14 września 2017

"Absolwentka" SJ Hooks


Książka ta jest kontynuacją "Debiutanta" i nie powinna być czytana bez wcześniejszej znajomości części pierwszej.

W zasadzie nawet recenzja poniższa nie powinna być czytana bez wcześniejszej znajomości "Debiutanta".

Relacja Stephena i Julii ewoluuje i nasi bohaterowie dorastają wreszcie do etapu stałego związku. Mamy więc w "Absolwentce" więcej scen nie związanych z samym seksem, pojawiają się częściej inni bohaterowie tacy jak przyjaciółki Julii, czy rodzice Stephena. 

Oczywiście, jak na erotyk przystało, nie brakuje tutaj również namiętności, choć muszę przyznać, że to nie ona przykuwa głównie uwagę.

Autorka w tej powieści postawiła raczej na wyrażanie uczuć. Wszystko staje się bardziej ckliwe - wątpliwości Stephena co do uczuć Julii, jego próby ukrycia swojej miłości, żeby nie przestraszyć dziewczyny, coraz większe zaangażowanie obydwojga. Zwierzenia, opowiadanie sobie swojej przeszłości. Jest też trochę kłopotów w raju, ale bez tego nie byłoby fabuły.

Oprócz relacji Julia - Stephen, tworzą nam się w tle jeszcze dwie kolejne pary - obie przyjaciółki Julii wiążą się z towarzyszami Stephena.

W zasadzie, wszystko co istotne o całej serii, powiedziałam już w recenzji "Debiutanta" i nie wiele więcej jest tutaj do dodania. 

Ciekawym zabiegiem jest końcówka, w której mamy jakby krótkie opowiadanie  - POV Julii. Przeżywamy jeszcze raz te same sceny, które rozegrały się na początku "Debiutanta", tym razem opowiedziane przez studentkę, która marzy o tym aby zaliczyć swojego profesora.

"Debiutant" SJ Hooks


Książka "Debiutant" SJ Hooks jest to bez żadnych wątpliwości erotyk. Dużo w niej cielesności, scen sexu, wiele beztroski, brak natomiast skomplikowanych wątków fabularnych, zawiłej akcji, dogłębnej analizy emocjonalnej. Ale dla osób, które właśnie erotyka poszukują jest to pozycja jak najbardziej godna polecenia.

Stephen to wykładowca literatury angielskiej na wyższej uczelni. Od początku semestru jego uwagę przykuwa nieokiełznana studentka, która notorycznie samowolnie się wypowiada i na domiar złego mówi do niego po imieniu. Pewnego dnia mężczyzna spotka irytującą pannę Julię Wilde w barze swojego brata. Dziewczyna ma problemy z dotarciem do mieszkania, więc profesor odwozi ją do domu... i tak się zaczyna ich wielka, erotyczna przygoda.

Co wyróżnia "Debiutanta" na tle setek innych erotyków, jakie spotykamy na rynku? Po pierwsze nie jest on wierną kopią Greya, a to już na prawdę coś. Po drugie akcja opisywana jest przez Stephena, który nie jest ani bogaty, anie super męski, nie jest też kobieciarzem. Wręcz przeciwnie, jest niedoświadczonym seksualnie, zalęknionym mężczyzną, którego piękna Julia będzie dopiero uczyć erotycznych sztuczek.

Rzadko spotykam książki z dziedziny literatury kobiecej, w których narratorem jest mężczyzna, ale tutaj Stephen spełnia swoja rolę doskonale. Jest wrażliwy, nieśmiały i uroczo nieporadny, dlatego też jego relacja z Julią nie ma znamion wulgarności. W ogóle książka pod względem wynaturzeń i ekscesów jest bardzo łagodna. Co ja osobiście uważam za kolejny jej duży plus. Nie ma biczowania, nie ma publicznego seksu. 

Jakie książka ma wady? Jej fabuła jest nieco toporna. W zasadzie niewiele się w niej dzieje, nie licząc kolejnych erotycznych spotkań naszych bohaterów, ale przecież gatunek ten nie wymaga zbyt wiele od autorów w tej kwestii. Niektórym może wydawać się ta historia nieco nudna i banalna, ja jednak bawiła się całkiem nieźle. Na tyle, że część drugą "Absolwentkę" przeczytałam ciągiem wraz z "Debiutantem".

niedziela, 20 sierpnia 2017

"Doskonała" Cecelia Ahern


Druga i ostatnia część serii "Skaza"

W pierwszej części cyklu, poznaliśmy Celestine - dziewczynę doskonałą, która w wyniku wyborów zgodnych ze swoim sumieniem, ale niezgodnych z drastycznym prawem zostaje naznaczona i trafia do kasty wyrzutków społecznych - ludzi którzy dopuścili się niegodziwości. "Doskonała" to dalsze jej losy i opowieść o walce z niesprawiedliwym reżimem.

Celestine poszukiwana przez demaskatorów musi się ukrywać. Z pomącą przychodzi jej Dziadek oraz Carrick. Między chłopakiem a dziewczyną rodzi są coraz mocniejsza zażyłość. Watek romantyczny więc nabiera rozpędu, ale jednak ciągle przez akcję książki przewija się Art - pierwsza miłość dziewczyny. Do ostatnich stron tej historii, autorka trzyma czytelników w niewiedzy, z którym z nich dziewczyna zdecyduję się związać swoją przyszłość.

Niewiele nowych wątków wprowadza autorka w tej książce. Raczej zamyka wszystko to, co rozpoczęła w pierwszym tomie. Dlatego też uważam, że zabieg podzielenia tej historii na dwie odrębne pozycje nie był konieczny. Zapewne podyktowany był względami marketingowymi, ale ucierpiała na nim cała historia. Po kilkumiesięcznym czasie oczekiwania na publikację "Doskonałej" straciły na aktualności emocje towarzyszące mi przy lekturze "Skazy". Ponieważ nie wprowadzono nowych wątków nie było niczego na nowo rozniecającego zainteresowanie.

Owszem książka zawiera niejedną trzymającą w napięciu scenę i dzięki temu czyta się ją z ogromnym zainteresowaniem. W opisanej historii można znaleźć nawiązania do traktowania ludności żydowskiej w nazistowskich Niemczech, co może być bardzo ciekawym sposobem na uświadomienie młodym ludziom tragedii, jaka rozegrała się podczas II Wojny Światowej. Lektura ta niesie w sobie ukryte przesłanie uczące tolerancji i wzniecające wolę walki o swoje racje.

Osobą, które nie miały jak dotąd styczności z książkami z tego cyklu, radzę potraktowanie obu tomów jako całości i czytanie ich ciągiem. Podejrzewam, że w takimi przypadku historia zyska na spójności. 

poniedziałek, 17 lipca 2017

"Bezsenność na Manhattanie" Sarah Morgan


Są takie autorki, które każda prawdziwa romansoholiczka powinna znać. Należą do nich bezapelacyjnie Nora Robarts, Diana Palmer, Judith Mcnaught, Mary Balogh. Po przeczytaniu "Bezsenności na Manhatanie" z całą pewnością mogę stwierdzić, że Sara Morgan ma olbrzymie predyspozycje, aby znaleźć się w tym zaszczytnym gronie.

Jak sama autorka pisze w przedmowie, jest ona specjalistką od małomiasteczkowych, wiejskich opowieści. Tym razem jednak, porwała się na historię rozgrywająca się w zatłoczonym Nowym Yorku. Poradziła sobie z tą zmianą doskonale. Dzięki jej plastycznym opisom czujemy się, w tym odległym mieście, jak u siebie w domu. Zakochujemy się nie tylko w bohaterach, ale również w miejscach, widokach, atmosferze.

"Bezsenność na Manhattanie " to pierwsza część cyklu From Manhattan with Love, opowiada historię Paige, która traci pracę i wraz ze swoimi najlepszymi przyjaciółkami zakłada firmę organizującą przyjęcia. W trudnych początkach wspierać będzie ją brat i jego przyjaciel Jake, w którym Paige kocha się od swoich lat nastoletnich.

Wątek romantyczny w książce jest wspaniale poprowadzony. Mamy na początku dwoje ludzi, którzy czują do siebie wiele namiętności, ale ukrywają ją zarówno przed sobą na wzajem jak i przed innymi.  Powoli dowiadujemy się o ich uczuciach i obserwujemy jak ich silna wola trzymania się na odległość od tej drugiej osoby, słabnie z każdą kolejną sceną.

Do tego mamy trochę humoru, który pojawia się za każdym razem, gdy do głosu dochodzą przyjaciółki.  Romantyczna Eva, nie wierząca w miłość Frankie, wraz z bardzo przedsiębiorczą Paige tworzą mieszankę wybuchową. Już nie mogę się doczekać książek opisujących ich przygody.

"Bezsenność na Manhattanie" jest idealne do tego, aby na podstawie tej książki nakręcić komedię romantyczną. Gwarantuję, że byłby to hit kinowy, gdyż tej historii nie da się zepsuć. Zresztą skojarzenie z tym gatunkiem filmu nasuwa się nie tylko mi, ale również autorce, która właśnie komedie romantyczne uczyniła tłem do wspaniałej, romantycznej sceny finałowej. Książkę z całego serca polecam wszystkim, którzy lubią się pośmiać, powzruszać, i pragną aby wszystko skończyło się z happy endem.

czwartek, 6 lipca 2017

"W ogniu namiętności" Sylvia Day


Napisać recenzję tej książki nie używając wulgaryzmów....hmmm....niewykonalne. Więc z góry ostrzegam, dziś post tylko dla pełnoletnich.

Erotyki to gatunek literatury, który nie jest mi obcy. Miałam już do czynienia i ze skrzywdzonym przez życie Greyem, i z lubiącymi seks w dziwnych miejscach bohaterami powieści Christiny Lauren. Nie jest więc tak łatwo mnie zbulwersować. Jednak czytając opowiadania Sylvi Day czułam pewien niesmak.

"W ogniu namiętności" to cztery historie, których wspólnym mianownikiem są mężczyźni pracujący jako policjanci lub agenci federalni. Codziennie narażają oni swoje życie na niebezpieczeństwo. Są silni, wspaniale zbudowani, nieziemsko przystojni i, jak twierdzą bohaterki, to wspaniali kochankowie. Choć tego ostatniego jakoś nie mam ochoty sprawdzać osobiście.

Aby te sex historie zamienić w opowieści o miłości z happy endem, bohaterowie będą musieli zmierzyć się z niebezpieczeństwem, pokonać swoje wątpliwości, odbyć kilka bardzo głębokich rozmów, powtórzyć dziesiątki razy jak bardzo sobie na wzajem ufają. Ale i tak na pierwszy plan wysuwać się będą ich łóżkowe dokonania.

Sex oralny, analny, wiązanie, a nawet wpychanie palców mężczyźnie w odbyt przez kobietę - to zapamiętam najbardziej z tej książki. Do tego cały słownik synonimów słowa penis. Oraz rżnięcie, posuwanie i pierdolenie. Mamy oto pokrótce streszczenie "W ogniu namiętności". Sylvia Day chyba zatraciła się odrobinę w radykalności erotyku. Wiem że obecnie coraz trudniej zbulwersować i przykuć uwagę czytelnika, ale nie należy przekraczać granic dobrego smaku. 

Trudno mi się teraz będzie przekonać do przeczytania jej najsłynniejszego cyklu "Dotyk Crossa", na który jak dotąd miałam dużo ochotę, gdyż słyszałam całkiem dobre o nim opinie.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...