czwartek, 23 marca 2017

"Intuicja" Amy A. Bartol


Drugi tom cyklu "Przeczucia"

Dalsze losy pół anielicy Evie, jej bratniej duszy Russela, ukochanego Reeda i reszty przyjaciół. Niebezpieczeństwo grożące Evie wzrasta, gdy o jej istnieniu dowiadują się Boskie Anioły Mocy. Dziewczyna świadoma jest tego, że stanowi również zagrożenie dla swoich najbliższych. Namawia więc Russela do ucieczki od anielskich kompanów. Niestety Anioły to nie jedyne nadnaturalne istoty, których przyciągać będzie osobliwa moc Evie.

Pierwszy tom pomimo kilku niedociągnięć czytało mi się bardzo szybko i z przyjemnością. Dlatego też ochoczo sięgnęłam po kontynuację. Niestety pierwsze rozdziały nudziły mnie ogromnie. Obawiałam się nawet czy dam radę doczytać do końca. Aż do chwili gdy pałeczkę narratora przejmuje mój ulubieniec, czyli Russel. Kończy się wtedy nieprzerwany potok zachwytów nad Reedem i ciągłego powtórzenia zapewnień miłości i oddania drugiej osobie. Ciekawie zaczyna się robić gdy nasza dwójka Serafinów rozpoczyna treningi, a ich ucieczka jest już na prawdę trzymająca w napięciu. I co najważniejsze, akcja nie zwalnia nawet wtedy, gdy narracja ponownie wraca do Evie. Dużo będzie się działo w tej części. Będą ucieczki, będzie walka, będą nowi wrogowi, będą też mrożące krew w żyłach konfrontacje. 

Kolejne części cyklu stworzonego przez Amy A. Bartol przeczytam na pewno. Jeśli nie po to, aby dowiedzieć się, jak skończy się ta historia, to po to aby jeszcze trochę pobyć z moim ulubieńcem, którym jest Russel. Polubiłam go od pierwszego wejrzenia, gdy jeszcze był zwyczajnym chłopakiem nie wiedzącym nic o świecie Aniołów. Teraz gdy stał się jednym z nich, lubię go jeszcze bardziej. I zupełnie nie rozumiem tej fascynacji Evie Reed'em. Motyle w brzuchu to przecież żaden argument do tego aby kogoś pokochać. 

Niestety mam pewne obawy co do wspólnej przyszłości Evie i Russela. Czekam teraz na polskie wydanie "Indebted", a to jeszcze nie będzie koniec. Cykl ma pięć części więc jak na razie nie jesteśmy nawet w połowie.


niedziela, 19 marca 2017

"Wiosna pełna tajemnic" Lisa Kleypas


Czwarty tom serii Wallflowers.

To już ostatnie moje spotkanie z Paprotkami podpierającymi ściany w trakcie wystawnych balów. Po udanym zamążpójściu Anabell, Lillian i Evie nadszedł czas na Daisy - młodszą z sióstr Bowman. Z nieoczekiwaną pomocą w tej kwestii przyjdzie jej ojciec, który kandydata na męża dla córki sprowadzi wprost z Ameryki.

Matthew Swift to prawa ręka Bowmana, niezastąpiony pracownik fabryki mydeł, pochodzący z dobrej rodziny, choć nie arystokrata, sumienny i oddany swojemu szefowi. Dlaczego więc jego kandydatura wzbudza sprzeciw wszystkich kobiet w rodzinie Bowmanów? Brak urody, brak wyobraźni, sztywność charakteru, no i przede wszystkim poparcie ze strony ojca - to jak za dość, aby powiedzieć nie.

Daisy otrzymuje ultimatum - ma znaleźć męża w przeciągu dwóch miesięcy, albo jej przyszłość zależeć będzie od decyzji ojca. Jak jednak to zrobić przebywając w wiejskiej posiadłości Westcliffów? Szwagier rusza na ratunek spraszając do siebie, pod pretekstem polowania, dwunastu kawalerów, z których każdy jest idealnym kandydatem na męża. Tymczasem do Anglii przyjeżdża również Pan Swift, który w trakcie dwóch lat przebywania sióstr Bowman w Europie bardzo się zmienił.

Czy mogłabym narzekać na książkę Kleypas? Powoli przyzwyczajam się, że każda jej powieść do doskonała rozrywka i z utęsknieniem wyglądam wśród nowości kolejnych pozycji jej autorstwa. Jednak "Wiosna pełna tajemnic" nie będzie należała do moich ulubionych z tego cyklu. I to nie dlatego, że jest zła, tylko dlatego, że pozostałe są po prostu genialne.

Akurat w tej książce po prostu zabrakło mi innowacyjności, zabrakło mi też iskry którą miał by w sobie bohater. Wszystkie pozostałe cechy dobrego romansu zostały tutaj wypełnione w stu procentach. Było powoli rozwijające się uczucie, była namiętność, było trochę humoru (za który odpowiadała jak zwykle niezawodna Lillian), było trochę wzruszeń, a nawet momenty grozy.

Polecam tę książkę z czystym sercem. Tak samo jak cały cykl Wallflowers. 

"Nieuniknione" Amy A. Bartol


Pierwszy tom cyklu "Przeczucia".

Evie rozpoczyna pierwszy rok studiów.  Jej życie ulegnie wkrótce dużej zmianie. Będzie to znacznie bardziej drastyczna zmiana niż jesteśmy w stanie sobie wyobrazić. Już od pierwszego dnia zaczynają się dziać wokół niej dziwne rzeczy. Poznaje Reed'a - tajemniczego studenta drugiego roku, który okazuje jej niczym nie wytłumaczona wrogość. Spotka też Russela, do którego od pierwszego wejrzenia czuje niezwykłą sympatię.

Jedna dziewczyna, dwóch chłopaków - schemat dość powszechny w książkach gatunku New Adult paranormal romance. Wiele już tego typu serii poznałam. Chociażby "Skaza" Ahern, "Dark Elements" Armentrout, "Talon" Kagawa, czy "Selekcja" Cass. Jak na tym tle wypada pierwszy tom "Przeczuć"? Choć nie jest to książka bardzo innowacyjna, nie jest też bardzo dobrze napisana, wcale nie jest najgorsza pośród tego typu wytworów. 

Jej największą bolączką jest wiarygodność. Wiem, że konwencja książek paranormalnych pozwala na wiele autorkom, ale nie każda wychodzi obronną ręką z przedstawiania swoich pomysłów w sposób, który byłby jakkolwiek wytłumaczalny dla racjonalnie myślącego czytelnika.

Tutaj Bartol zdecydowanie poległa. Stworzyła bohaterów, którzy bez mrugnięcia okiem przechodzą wprost z normalnego życia, takiego jakie prowadzimy my śmiertelnicy, do świata aniołów i duchów. Nie przekonała ona mnie swoimi tłumaczeniami paranormalności świata przedstawionego, dlatego też mało wiarygodni stali się dla mnie bohaterowie, którzy przekonać się dali.

Jakie zalety ma książka? Chyba przede wszystkim ciekawą fabułę. Ciągłe zwroty akcji, które nie pozwalają ani na chwilę oderwać się od lektury. Pomimo swojej naiwności, bardzo sympatycznych bohaterów - szczególnie ujął mnie Russel, któremu kibicuję z całego serca, choć wydaje mi się, że jak na razie stoi na przegranej pozycji. No i jeszcze humor. Widoczny przede wszystkim w dialogach, drobnych złośliwościach, przekomarzaniu się bohaterów - to autorce wyszło doskonale. 

Czeka już na mnie drugi tom serii pod tytułem "Intuicja". Mam nadzieję, że przeczytam go równie szybko jak pierwszą część. I że dostarczy on mi tyle samo nie wymagającej skupienia rozrywki.

sobota, 4 marca 2017

"Zatańczymy?" Mary Balogh


I Mary Balogh po raz kolejny gości na blogu. Dlaczego tak bardzo upieram się przy tej autorce? Według mnie zasługuje ona na to, aby być czytaną i wydawaną. A z tym drugim ostatnio u nas w Polsce kiepsko.

Cykl Sullivan, został przez wydawców potraktowany w sposób karygodny. Dwadzieścia lat temu ukazała się książka "Zatańczymy?", która jest częścią drugą cyklu. W dodatku mocno związaną tematycznie z częścią pierwszą "Courting Julia", która nie została przetłumaczona na język polski. Do tej pory żadne z wydawnictw nie pokusiło się o to aby nadrobić zaległości.

Frederick przyjeżdża do Bath w poszukiwaniu bogatej żony. Zagrożony jest przez ścigających go dłużników i szybki ślub to jedyny sensowny ratunek jaki przychodzi mu do głowy. Spośród trzech kandydatek pada na Klarę - niezbyt urodziwą, kaleką kobietę, która odziedziczyła majątek po swoim zmarłym ojcu. A jak widzi to Klara? Ma już dwadzieścia sześć lat. Świadoma jest swoich wad i ułomności. Wie, że jedyną dla niej szansą na małżeństwo będzie łowca posagów. Wybiera Fredericka ze względu na jego przystojną aparycję i czarujące maniery. Czy uda im się stworzyć szczęśliwe małżeństwo pomimo tak niewłaściwych początków?

Właśnie za to cenię Mary Balogh. Za nie unikanie trudnych tematów w romansie. Ona nigdy nie idzie na łatwiznę. Stwarza fabułę, której nie można zakończyć w jednym akapicie. Emocje targające bohaterami są niezwykle prawdziwe, nie wydumane. Może trochę egzaltowane, ale jak najbardziej uzasadnione. 

Każda nowa książka jej autorstwa po którą sięgnę jest wyjątkowa. Choć zdarzył się Balogh powielić swoje pomysły (na przykład książki "Tajemnicza perła" i "Pojedynek"), ale są to sytuacje sporadyczne. Zazwyczaj każda historia wyróżnia się na tle pozostałych romansów historycznych swoją unikatowością. Dla mnie to jedna z najważniejszych cech, których szukam w książkach.

środa, 1 marca 2017

"Królewski list" Margit Sandemo


Nie dawno rozpoczęłam głębsze zapoznawanie się z serią "Opowieści Margit Sandemo". Autorkę znam i uwielbiam od lat. To z nią zaczynałam moją przygodę z romansem. "Saga o Ludziach Lodu" to dla mnie fenomen, który nie powtórzył się jak dotąd w literaturze, pod którego wrażeniem jestem nieustannie. Niestety w kolejnych zaliczanych przeze mnie opowieściach ciągle mi czegoś brakuje.

Tym razem autorka przenosi nas do siedemnastowiecznej Kopenhagi. Poznajemy Berenda, który służy pomocą zaprzyjaźnionej rodzinie arystokratów w odzyskaniu straconego przez nich majątku. Narażony w związku z tym jest na pewne niebezpieczeństwa, z których ratuje go wychudzona dziewczyna w łachmanach - Caroline. 

Niby wszystko jak pisane dla mnie - nietypowe miejsce i czas akcji. Ciekawa historia, motywy na poły baśniowe - podniesienie z biedy, ubóstwa i niewiedzy, trochę niebezpieczeństwa. No brzmi cudownie. Co jednak nie gra? Wydaje mi się że autorka nie daje rady w małych formach. Gdy historia zostanie okrojona z rozmachu jaki ma cała saga, gdy nie ma ona elementów fantasy, w których Sandemo jest genialna, wychodzą pewne niedociągnięcia. "Królewski list" co prawda jest stosunkowo dobra opowieścią, choć w mojej pamięci nie zapadnie na długo.

Ja jednak nie zrezygnuję z czytania książek Autorki. Liczę na to że także w Opowieściach znajdę perełki, na miarę jej sag.

wtorek, 28 lutego 2017

"Złodziej marzeń" Mary Balogh


Mary Balogh to chyba najlepsza autorka romansów historycznych. Dlatego też, gdy nachodzi mnie nastrój na dobrą książkę wypełnioną pięknymi sukniami, balami i subtelnościami dworskiej etykiety w ciemno sięgam po pozycję jej autorstwa.

"Złodziej marzeń" to stosunkowo nietypowy romans historyczny. O dziwo, nie rozgrywa się ani w okresie regencji, ani w średniowieczu. Czas akcji to osiemnasty wiek, a autorka zadbała o szczegóły temu potwierdzające.


Kasandra obchodzi swoje dwudzieste pierwsze urodziny. Teraz będzie już pełnoletnia i obejmie pieczę nad odziedziczonym po ojcu majątku. Przygotowywania do balu z tej okazji zakłóca niespodziewane przybycie Nigela Wetherby, który podaje się za przyjaciela, jej zmarłego przed rokiem ojca. Szybko zjednuje on sobie niewinne serce młodej kobiety. Czy jednak jego intencje okażą się tak czyste i niewinne, a on sam będzie godzien zaufania jakim obdarzyła go Kasandra?

Co w tym romansie jest takie niecodzienne? Jak już wspominałam, czas akcji to osiemnasty wiek. Wyobraźcie sobie damy ubrane w suknie z krynoliną, z głębokimi dekoltami, z muszkami umieszczonymi nad wargą. Mężczyzn z długimi upudrowanymi włosami, w rajstopach i butach na obcasie. Wyobraźcie sobie czasy, gdzie jeden ukłon jest bardziej wymowny niż setki słów, gdzie na balach nie ma walca, gdyż jeszcze go nie wymyślono, gdzie sygnały do płci przeciwnej wraża się swoim strojem lub dodatkami.

Autora o wszystkie te szczegół zadbała z niezwykłą dokładnością pisząc "Złodzieja marzeń". Na początku był to dla mnie pewien dyskomfort. Wszak ówczesnym mężczyzną daleko do kanonu piękna obecnie obowiązującego. Trochę mnie to niepokoiło momentami, ale gdy tylko się przyzwyczaiłam, a autorka zapoznawszy nas z epoką, swoją uwagę zwróciła bardziej na uczucia rozgrywające się między bohaterami, wszystko nabrało kolorów takich jak zazwyczaj. Była wielka miłość, było zaufanie, które nagle legło w gruzach, była niechęć, była namiętność. Dużo się działo w sferze uczuć. A Balogh po mistrzowsku poprowadziła nas przez tę huśtawkę. 

Fabuła również okazała się bardzo ciekawa. Tajemnica z przeszłości. Mroczna historia Nigela. Dużo musiało wyjść na światło dzienne zanim dotarliśmy do szczęśliwego zakończenia. 

Podsumowując, pozycja jak najbardziej do polecenia. 

poniedziałek, 27 lutego 2017

"Z każdym oddechem" Maya Banks


Czwarta część cyklu Slow Burn.

„Z każdym oddechem” jest pierwszą wydaną w Polsce częścią cyklu. Niestety w oryginale to już część czwarta. I tutaj tworzy nam się pewien problem.  W treści książki czytamy wiele o wydarzeniach rozgrywających się w poprzedniej części. Spotykamy trzy pary małżeńskie których historie to główne wątki książek Mayai Banks. Zaś zarzewie antagonizmów powstałych między bohaterami „Z każdym oddechem”, czyli Elizą i Wadem, roznieciło się podczas bardzo niebezpiecznej misji, która była kulminacją tomu trzeciego serii. O czym dowiadujemy się całkiem szczegółowo w tej części.

Wielka szkoda, że nie dane nam było poznawać losów pracowników Agencji Deveroux zgodnie z pomysłem autorki. Teraz nawet gdyby wydawnictwo zamierzałoby nadrobić stracone tomy, to już nie będzie to samo.

Ale przejdźmy do właściwego tematu. Eliza skrywa od lat mroczną tajemnicę. Gdy była szesnastoletnią dziewczyną poznała psychopatycznego mordercę Thomasa, który po dziesięciu latach spędzonych w więzieniu wygrał sprawę apelacyjną i wkrótce zostanie wypuszczony. Dzielna i nieustraszona dziewczyna nagle musi zmierzyć się z największymi swoim demonami. Postanawia wyjść naprzeciw swojemu prześladowcy, tym samym chroniąc ludzi, którzy są dla niej najważniejsi. Jednak przeszkodą w jej planie działania okaże się Wade Sterling, przystojny i niebezpieczny właściciel galerii sztuki.

Książka wydaje się być lekko przegadana. Fabuła opisana przez autorkę spokojnie mogłaby się zmieścić w wydaniu kieszonkowym, gdyby nie było w niej tak wiele opisów emocji targających bohaterami. Uczucia takie jak strach, nienawiść, miłość w myślach naszych bohaterów urastają do rozmiarów kolosów, z którymi trudno jest się zmierzyć zwykłemu śmiertelnikowi.


Bardzo podobały mi się fragmenty, w których Eliza pokazywała swoje pazurki. Jej przekomarzanie się ze Sterlingiem, wcale nie takie drobne złośliwości, jej relacje z kolegami z Agencji. Miało to fajny klimat, który ja lubię w powieściach. 

Mężczyźni w książce dosłownie ociekali testosteronem. Byli silni, charyzmatyczni, waleczni, opiekuńczy. Wyposażeni w śmiercionośną broń rodem z filmów o Jamesie Bondzie. Czy to mi się podobało? Lubię męskich mężczyzn, ale tutaj autorka delikatnie przeholowała.

Podsumowując, książkę przeczytałam błyskawicznie. Historia była całkiem ciekawa. Uczuć i emocji było mnóstwo - jak dla mnie nawet za dużo. Było niebezpieczeństwo i namiętność. Myślę, że powieść może się podobać, nawet pomimo kilku niedociągnięć. Jedyne co to bardzo żałuję tych wcześniejszych części serii.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...