czwartek, 8 marca 2018

"Magia powrotu" Lisa Kleypas


"Magia powrotu" to prequel serii o Paprotkach, czyli "Wallflowers".

Książka opowiada historie dwóch sióstr Marcusa hrabiego Westcliff, o którym mówi cześć cyklu pod tytułem "Jesienne zauroczenie". Rodzeństwo poznajemy, gdy są jeszcze nastolatkami. To wtedy ma początek wielka miłość pomiędzy Aline i McKenną  - stajennym w Stony Cross. Uczucie z gruntu skazane jest na niepowodzenie. Wszak taki mezalians jest nie do pomyślenia w świecie dziewiętnastowiecznej angielskiej arystokracji. Ojciec dziewczyny, gdy dowiaduje się o sekretnym romansie córki, wypędza McKennę, a dziewczyna aby ratować mu przyszłość, kategorycznie go odtrąca. Aby historia ta mogła dobiec końca będzie musiało upłynąć dwanaście długich i smutnych lat zarówno dla Aline jak i jej młodszej siostry Livii.

Jest rok 1844 Marcus po śmierci ojca z powodzeniem wypełnia obowiązki hrabiego Westcliff. Jako człowiek światły i postępowy otwiera się na kontakty z biznesmenami pochodzącymi z Ameryki. Pewnego razu zaprasza do Stony Cross słynnego Gideona Showa wraz z rodziną. Jednym z towarzyszy tego niezwykle zamożnego człowieka okazuje się Mckenna, który wraca do Anglii niesiany żądzą zemsty.  Po śmierci starego hrabiego wydaje się, że nie powinno być już przeszkód aby Aline wreszcie mogła wyznać ukochanemu swoje prawdziwe uczucie, jednak pewna tajemnica ciągle pozostaje ukryta.

Druga z sióstr natomiast, po stracie narzeczonego i skandalu jaki wywołała, zaszywa się w posiadłości, nie uczestnicząc w żadnych wydarzeniach towarzyskich. Wszystko ulega zmianie, gdy w trakcie jednego z przyjęć wydanych przez Marcusa, w ogrodzie spotyka Amerykanina o złej sławie, który mocno nadużywa alkoholu - czyli Gideona Showa.

"Magia powrotu" to trochę inna książka niż te, do których przyzwyczaiła nas autorka. Nie ma w niej zbyt dużo humoru. Choć napisana jest lekkim stylem, jednak niesie ze sobą olbrzymi ładunek emocjonalny. Wiele tam miłości, wiele też cierpienia, rozgoryczenia, jest też poświęcenie i niepewność. Wszystko to podane nam zostaje w tak doskonałym stylu, że nawet tak sceptycznie nastawiona do dramatów ludzkich czytelniczka jak ja, daje się porwać w stu procentach.

Nie dość tego że dałam się porwać najnowszej książce Kleypas - zakochałam się w niej bez pamięci. To zdecydowanie moja ulubiona powieść autorki. Podobało mi się w niej w zasadzie wszystko - fabuła, bohaterowie, emocje. Uważam, że ta książka to pozycja obowiązkowa dla każdej romansoholiczki.



czwartek, 15 lutego 2018

"Zacisze" Katarzyna Redmerska


Książkę "Zacisze" dostałam od samej autorki. W bardzo sympatycznym mailu poprosiła mnie ona, o recenzję swojej powieści, więc po chwili wahania zgodziłam się. Moje obawy zrodziły się po przeczytaniu krótkiego opisu książki. Odezwał mi się dzwoneczek alarmowy, że nie jest to tematyka dla mnie, ale po namowach koleżanek z forum Romansoholiczek postanowiłam dać szansę mało reklamowanej autorce.

Niestety, moje obawy nie okazały się wcale bezpodstawne, dlatego też dość długo zbierałam się do napisania tej recenzji. Nie chciałam, aby moje wrażenia na szybko po lekturze, negatywnie wpływały na to co napiszę o książce, która choć kompletnie nie była w moim stylu, innym czytelnikom może akurat przypaść do gustu.

Nie mamy tutaj do czynienia z typowym romansem. Bohaterka - Julia jest już kochającą mężatką, choć związek z Piotrem nie jest do końca udany. Pada na niego ciągle cień Marka - pierwszej miłości Julii, który złamał jej serce i nieoczekiwanie wyjechał do Australii. Gdy mężczyzna wraca do kraju na pogrzeb matki, zaczynamy odkrywać motywy jego postępowania i dowiadujemy się, że małżeństwo Julii i Piotra zostało w zasadzie ukartowane.

Ta książka to po prostu powieść obyczajowa. W trakcie jej lektury miałam skojarzenia (nie wiem czy słuszne, gdyż fanką nie jestem) z serialem "M jak miłość" - zupełnie codzienni bohaterowie, wydarzenia które mogą w zasadzie spotkać każdego z nas. Wątek główny przerywany jest prozaicznymi rozmowami, spotkaniami towarzyskimi, problemami dnia codziennego. Jak dla mnie nic co mogłoby przyspieszyć puls i wywołać rumieńce na twarzy.

Julia to też nie do końca mój typ bohaterki. Najpierw dająca sobą sterować, a następnie buntująca się bez powodu. Już zdecydowanie najbardziej z całego towarzystwa do gustu przypadł mi Piotr, który przez otoczenie nie jest najlepiej postrzegany, ale za to jego postępowanie względem Julii, zwłaszcza w drugiej części książki, wzbudziło we mnie dużo pozytywnych emocji.

Nikomu tej książki nie będę ani odradzać, ani doradzać. Po prostu jej fabuła, jej atmosfera, bohaterowie - to nie jest to, co trafia w mój gust czytelniczy. Czy trafi w wasz? Musicie zaryzykować i sami się przekonać.

poniedziałek, 5 lutego 2018

"Cud na Piątej Alei" Sarah Morgan


Książka ta niestety zaliczyła olbrzymie spóźnienie, pojawiając się na polskim rynku dopiero w styczniu 2018 roku. Byłaby, natomiast wspaniałą pozycją w trakcie bożonarodzeniowego okresu, na prawdę pozytywnie wyróżniającą się pośród zbioru smutnych świątecznych książek, jakie ukazały się w grudniu.

Bohaterką trzeciej części cyklu "Pozdrowienia z Nowego Jorku" jest Eva - niepoprawna romantyczka, która ciągle czeka na swojego księcia na białym rumaku. Zbliżają się Święta Bożego Narodzenia - dla niej szczególnie ciężki okres, ze względu na wspomnienia o niedawno zmarłej babci, która ją wychowała. Ratunkiem ma się okazać natłok pracy w Urban Gene - firmie, której jest współwłaścicielką. Jednym ze zleceń jakie Eva realizuje jest przygotowanie mieszkania poczytnego autora horrorów do świąt Bożego Narodzenia, w trakcie jego nieobecności.

Niespodziewanie, gdy dziewczyna przyjeżdża do luksusowego apartamentu, okazuje się, że jego właściciel jest na miejscu i jest bardzo niezadowolony z tego, co Eva ma zamiar zrobić. Jednak w trakcie ich wspólnego popołudnia i wieczoru, Lucas wpada na pomysł uczynienia z Evy pierwowzoru dla bohaterki swojej najnowszej powieści. Dziewczyna jest więc mu koniecznie potrzebna, aby inspirowała go do dalszej pracy.

Lubię książki, gdy bohaterowie zdani są tylko na swoje właśnie towarzystwo, gdy są gdzieś uwięzieni, lub zgubili się w buszu. Tutaj mój ulubiony motyw w pewnym sensie został wykorzystany, choć wcale nie jest tak, że Eva nie mogłaby opuścić mieszkania Lucasa. Z pewnych względów decyduje się jednak zostać. Dzięki czemu możemy obserwować całe spektrum relacji między bohaterami: począwszy od wrogości, poprzez niewinne przekomarzanie się, sympatię, przyjaźń, namiętność, ponownie wrogość, aż po szczęśliwe zakończenie przepełnione miłością.

W książce autorka zastosowała trochę bożonarodzeniowych chwytów- ubieranie choinki, śpiewanie kolęd, pieczenie pierniczków. Jest też zimowy bal charytatywny, jest śnieżyca, jest lepienie bałwana - same fajne motywy, idealnie wpasowujące się w konwencję gatunku, jaki reprezentuje książka. Dzięki temu atmosfera w tym romansie jest bardzo przyjemna, czasem lekka i zabawna, czasem znów wzruszająca. 

Bardzo żałuję, że nie przeczytałam tej książki w grudniu. Ale nic straconego. Mogę przecież zrobić sobie z niej powtórkę za jedenaście miesięcy. Zdecydowanie wpisuję ją na moją listę świątecznych romansów.

niedziela, 28 stycznia 2018

"Tajemniczy mężczyzna" Kristen Ashley


O Kristen Ashley i jej książkach słyszałam już wiele dobrego od dawna. Moja znajomość angielskiego i szybkość czytania książek w tym języku sprawiła, że zanim zdecydowałam się przeczytać coś w oryginale, na polskim rynku pojawiła się pozycja "Tajemniczy mężczyzna". Z radością więc wielką rzuciłam się do czytania.

Gwen od półtora roku pozostaje w niezwykłych relacjach z pewnym tajemniczym mężczyzną. Odwiedza on ją nocami, a po upojnych chwilach odchodzi bez słowa. Dziewczyna nie zna jego imienia, nie wie kim jest, a w świetle widziała go tylko raz, w wieczór gdy się poznali w barze.

Jednak wszystko nagle ulega zmianie, gdy siostra Gwen wpada w poważne tarapaty. Gang motocyklowy, policja, FBI, handlarze narkotyków - wszyscy nagle chcą za pośrednictwem Gwen, dorwać Ginger. Hawk postanawia wtedy się ujawnić i zaopiekować swoją kochanką. A, jak się okaże, możliwości w tej kwestii ma olbrzymie, gdyż jest szefem prywatnej firmy ochroniarskiej.

W życiu Gwen pojawiają się trzej super przystojniacy, którzy bardzo chcą mieć ją dla siebie. Wszyscy są pewni siebie i męscy. Tak, że testosteron wprost wylewa się z kartek książki, do naszych stóp, tworząc olbrzymie jezioro głębokie co najmniej do kolan.

Przesada? No właśnie ta książka jest jedną wielką przesada, ale własnie w tym tkwi jej urok. Jeszcze przed połową możemy spodziewać się podpalenia, strzelaniny, oraz pierwszego porwania (nie ostatniego). Mogło by się wydawać, że takie nagromadzenie wydarzeń skutkować będzie totalną porażką, ale o dziwo nie. Wręcz przeciwnie, ta książka jest dzięki temu tak fajna! Należy co prawda czytać ją z przymrużeniem oka, ciesząc się lekkością i niebanalnością opowiedzianej historii.

Jedyne co mi się nie do końca podobało, to relacje Gwen i Hawka, w których dziewczyna zawsze musiała ustąpić i przyznać komandosowi rację. Autorka trochę za bardzo wybieliła postępowanie mężczyzny, nie kazała mu się czołgać za jego złe zachowanie. Wręcz przeciwnie, to Gwen musiała bardziej przepraszać. No ale w sumie Hawk wyszedł jej na tak wspaniałego faceta, że aż żal, że tacy nie chodzą ulicami naszych miast. 

Już nie mogę się doczekać kolejnych książek autorki. "Tajemniczy mężczyzna" to pierwsza cześć cyklu "Dream Man", ale mam nadzieję, że Wydawnictwo Akurat pokusi się jeszcze o powrót do wcześniejszej serii - "Rock Chick", o której autorka humorystycznie wspomniała w "Tajemniczym mężczyźnie".

sobota, 23 grudnia 2017

"Świąteczne dzwonki" Sarah Morgan


Kolejna świąteczna lektura za mną. I z łatwością zauważam już najbardziej popularny motyw w tego typu utworach. Musi być ktoś, kto Świąt nie lubi, a także ktoś, kto tego pierwszego nauczy jak kochać Boże Narodzenie. Musi być jakieś niemiłe wspomnienie z przeszłości i dla kontrastu mnóstwo przyjemnych wydarzeń w teraźniejszości. No i obowiązkowy happy end.  Teraz tylko kwestia czy autorka swój pomysł wpisany w powyższy schemat napisze fajnie czy nie.

Sarah Morgan w "Świątecznych dzwonkach" spisała się całkiem nieźle. O dziwo w tej książce osobą unikającą wszelkich dekoracji, kolęd i lukrowanych pierniczków jest bohaterka i to właśnie mężczyzna, wraz z pomocą swojej lekko zwariowanej rodzinki będzie naprawiał ten stan rzeczy.

Gdy Kayla była nastolatką właśnie w Święta runął jej uporządkowany świat. Przy choince dowiedziała się, że jej ojciec posiada drugą rodzinę i postanowił zakończyć małżeństwo z jej matką. Teraz jako dorosłą kobieta na widok światełek i czerwonych kokard dostaje nieprzyjemnych dreszczy i za wszelką cenę unika wszystkiego co przypomina jej o tym fatalnym dniu.

Gdy tuż przed Bożym Narodzeniem dostaje zlecenie wypromowania ośrodka turystycznego Snow Cristal, wpada na pomysł, że zaszycie się w nim na ten trudny czas, uchroni ją od widoku udekorowanych ulic, spacerujących chodnikami Mikołajów i witryn sklepowych wypełnionych prezentami. Niestety nie wszystko ułożyło się zgodnie z jej planem.

W dobrym romansie oczywiście potrzebna jest fajna para bohaterów. Kaylę już znacie. Teraz kilka słów o Jacksonie. Oczywiście jest przystojny, wysportowany, inteligenty, w zasadzie zamożny - aż dziw bierze, że ciągle jest samotny. Czasem uwierają mnie takie chodzące doskonałości, ale w tym przypadku jakoś bardzo mi to nie przeszkadzało. Chemia między bohaterami była praktycznie od samego początku, ale wszystko rozwijało się w rozsądnym czasie.

Książka na pierwszy rzut oka jest na prawdę dobra. Dopiero po głębszej analizie da się zauważyć, że autorka momentami wypada z rytmu. Czasem można odnieść wrażenie, że jakieś sceny zostały wycięte, lub skrócone - bohaterowie w nienaturalny sposób ulegają zmianie nastrojów, lub zmieniają temat rozmowy pomimo tego, że naturalnym tokiem rozumowania powinni jeszcze dokończyć zaczęty wątek. 

No i końcówka - Morgan rozegrała ją za szybko, za mocno. W taki trochę harlequinowy sposób.

Ale jako przerywnik w szale zakupów i porządków, jako książka wprawiająca w przyjemny bożonarodzeniowy nastrój, "Świąteczne dzwonki" spisały się świetnie.

piątek, 15 grudnia 2017

"Najcenniejszy prezent" Susan Meier


Nie jest wcale łatwo trafić na fajną książkę rozgrywającą się w bożonarodzeniowej atmosferze. Zwłaszcza, gdy chodzi o historie z gatunku szeroko pojętego romansu. Często okazują one się być ckliwe, zbyt rzewne, przejaskrawione.

Jeśli chodzi o "Najcenniejszy prezent" to niestety, ale ten harlequin okazał się po prostu kiepski. Shannon prowadzi dom handlowy w niewielkiej miejscowości. Mieszka sama - mąż zostawił ją z powodu jej bezpłodności. Głęboko przezywa każde spotkanie z dziećmi, gdyż w pełni uświadamia sobie wtedy to, czego nigdy nie będzie mogła mieć.

Pewnego wieczoru w jej progu staje Rory - potencjalny kupiec na jej przedsiębiorstwo, który przyjechał zbadać kondycję finansową firmy. Gwałtowne śnieżyce zasypały drogi i nie jest on w stanie dotrzeć do hotelu. A co najgorsze, nie jest sam - towarzyszy mu jego sześcioletnia córka, która nie cierpi Świąt Bożego Narodzenia.

Zapewne już się domyślacie jak to się dalej potoczy. Wszyscy troje będą spędzać miło razem czas - dekorować dom, piec ciasteczka, zjeżdżać na sankach, aż do wielkiego finału i szczęśliwego zakończenia.

Wydawałoby się, że będzie to całkiem przyjemna historia, ale niestety nie wyszło najlepiej. Czy to wina autorki, czy tłumacza - narracja jest trochę sztywna, pomimo tego, że bohaterami powinny targać gorące emocje, nie potrafimy z nimi współodczuwać.

Wszystko jest niedopracowane i nie wzbudzające gorących emocji. 

Książkę przeczytałam, opisałam i już w zasadzie zaczęłam zapominać.

poniedziałek, 11 grudnia 2017

"Raz na zawsze" Sarah Dessen

Sarah Dessen to autorka znam mi już całkiem nieźle. Gdy sięgam po jedną z jej książek, mniej więcej wiem czego mogę się spodziewać: historii niby tak zwyczajnej, że aż banalnej, ale napisanej w sposób tak ciepły i naturalny, że książka czyta się w zasadzie sama, a po jej zakończeniu pozostaje smutek i pytanie dlaczego już się skończyło?

Tym razem bohaterką jest siedemnastoletnia Louna. Właśnie ukończyła liceum. Pracuje w firmie swojej matki, zajmującej się organizacją wesel. Aby ulżyć dziewczynie, w te wakacje matka zatrudnia do pomocy Ambrose'a - lekkoducha i bawidamka, który na świat patrzy przez różowe okulary. 

W trakcie lektury poznajemy dwie historie miłosne Louny: co do pierwszej, to od samego początku wiemy, że zakończy się tragicznie. W retrospekcjach dziewczyna wspomina chłopaka, którego poznała na jednym z wesel i który został zastrzelony w trakcie incydentu w jego szkole. Druga historia to już czas teraźniejszy. Louna stara się dać sobie drugą szansę i namówiona przez Ambrose'a na zakład, musi przynajmniej dwa razy w ciągu tygodnia umówić się na randkę z innym chłopakiem.

Tak jak pierwsza historia, to opowieść rodem z bajki, która nie miała prawa się wydarzyć w prawdziwym życiu, tak druga jest całkiem zwyczajna - naszpikowana prozaicznymi wydarzeniami, wolno rozgrywająca się, spowalniana obawami nastolatki, która już raz przeżyła miłość bez happy endu. I choć prawie do samego końca nie jesteśmy pewni, czy autorka połączy wreszcie swoich bohaterów, kibicujemy im z całego serca. Pomimo ich wad i niedociągnięć dają się polubić, a nawet pokochać. 

"Raz na zawsze", oraz "Teraz albo nigdy" to moje ulubione książki Dessen. Polecam obie bardzo serdecznie
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...