sobota, 23 grudnia 2017

"Świąteczne dzwonki" Sarah Morgan


Kolejna świąteczna lektura za mną. I z łatwością zauważam już najbardziej popularny motyw w tego typu utworach. Musi być ktoś, kto Świąt nie lubi, a także ktoś, kto tego pierwszego nauczy jak kochać Boże Narodzenie. Musi być jakieś niemiłe wspomnienie z przeszłości i dla kontrastu mnóstwo przyjemnych wydarzeń w teraźniejszości. No i obowiązkowy happy end.  Teraz tylko kwestia czy autorka swój pomysł wpisany w powyższy schemat napisze fajnie czy nie.

Sarah Morgan w "Świątecznych dzwonkach" spisała się całkiem nieźle. O dziwo w tej książce osobą unikającą wszelkich dekoracji, kolęd i lukrowanych pierniczków jest bohaterka i to właśnie mężczyzna, wraz z pomocą swojej lekko zwariowanej rodzinki będzie naprawiał ten stan rzeczy.

Gdy Kayla była nastolatką właśnie w Święta runął jej uporządkowany świat. Przy choince dowiedziała się, że jej ojciec posiada drugą rodzinę i postanowił zakończyć małżeństwo z jej matką. Teraz jako dorosłą kobieta na widok światełek i czerwonych kokard dostaje nieprzyjemnych dreszczy i za wszelką cenę unika wszystkiego co przypomina jej o tym fatalnym dniu.

Gdy tuż przed Bożym Narodzeniem dostaje zlecenie wypromowania ośrodka turystycznego Snow Cristal, wpada na pomysł, że zaszycie się w nim na ten trudny czas, uchroni ją od widoku udekorowanych ulic, spacerujących chodnikami Mikołajów i witryn sklepowych wypełnionych prezentami. Niestety nie wszystko ułożyło się zgodnie z jej planem.

W dobrym romansie oczywiście potrzebna jest fajna para bohaterów. Kaylę już znacie. Teraz kilka słów o Jacksonie. Oczywiście jest przystojny, wysportowany, inteligenty, w zasadzie zamożny - aż dziw bierze, że ciągle jest samotny. Czasem uwierają mnie takie chodzące doskonałości, ale w tym przypadku jakoś bardzo mi to nie przeszkadzało. Chemia między bohaterami była praktycznie od samego początku, ale wszystko rozwijało się w rozsądnym czasie.

Książka na pierwszy rzut oka jest na prawdę dobra. Dopiero po głębszej analizie da się zauważyć, że autorka momentami wypada z rytmu. Czasem można odnieść wrażenie, że jakieś sceny zostały wycięte, lub skrócone - bohaterowie w nienaturalny sposób ulegają zmianie nastrojów, lub zmieniają temat rozmowy pomimo tego, że naturalnym tokiem rozumowania powinni jeszcze dokończyć zaczęty wątek. 

No i końcówka - Morgan rozegrała ją za szybko, za mocno. W taki trochę harlequinowy sposób.

Ale jako przerywnik w szale zakupów i porządków, jako książka wprawiająca w przyjemny bożonarodzeniowy nastrój, "Świąteczne dzwonki" spisały się świetnie.

piątek, 15 grudnia 2017

"Najcenniejszy prezent" Susan Meier


Nie jest wcale łatwo trafić na fajną książkę rozgrywającą się w bożonarodzeniowej atmosferze. Zwłaszcza, gdy chodzi o historie z gatunku szeroko pojętego romansu. Często okazują one się być ckliwe, zbyt rzewne, przejaskrawione.

Jeśli chodzi o "Najcenniejszy prezent" to niestety, ale ten harlequin okazał się po prostu kiepski. Shannon prowadzi dom handlowy w niewielkiej miejscowości. Mieszka sama - mąż zostawił ją z powodu jej bezpłodności. Głęboko przezywa każde spotkanie z dziećmi, gdyż w pełni uświadamia sobie wtedy to, czego nigdy nie będzie mogła mieć.

Pewnego wieczoru w jej progu staje Rory - potencjalny kupiec na jej przedsiębiorstwo, który przyjechał zbadać kondycję finansową firmy. Gwałtowne śnieżyce zasypały drogi i nie jest on w stanie dotrzeć do hotelu. A co najgorsze, nie jest sam - towarzyszy mu jego sześcioletnia córka, która nie cierpi Świąt Bożego Narodzenia.

Zapewne już się domyślacie jak to się dalej potoczy. Wszyscy troje będą spędzać miło razem czas - dekorować dom, piec ciasteczka, zjeżdżać na sankach, aż do wielkiego finału i szczęśliwego zakończenia.

Wydawałoby się, że będzie to całkiem przyjemna historia, ale niestety nie wyszło najlepiej. Czy to wina autorki, czy tłumacza - narracja jest trochę sztywna, pomimo tego, że bohaterami powinny targać gorące emocje, nie potrafimy z nimi współodczuwać.

Wszystko jest niedopracowane i nie wzbudzające gorących emocji. 

Książkę przeczytałam, opisałam i już w zasadzie zaczęłam zapominać.

poniedziałek, 11 grudnia 2017

"Raz na zawsze" Sarah Dessen

Sarah Dessen to autorka znam mi już całkiem nieźle. Gdy sięgam po jedną z jej książek, mniej więcej wiem czego mogę się spodziewać: historii niby tak zwyczajnej, że aż banalnej, ale napisanej w sposób tak ciepły i naturalny, że książka czyta się w zasadzie sama, a po jej zakończeniu pozostaje smutek i pytanie dlaczego już się skończyło?

Tym razem bohaterką jest siedemnastoletnia Louna. Właśnie ukończyła liceum. Pracuje w firmie swojej matki, zajmującej się organizacją wesel. Aby ulżyć dziewczynie, w te wakacje matka zatrudnia do pomocy Ambrose'a - lekkoducha i bawidamka, który na świat patrzy przez różowe okulary. 

W trakcie lektury poznajemy dwie historie miłosne Louny: co do pierwszej, to od samego początku wiemy, że zakończy się tragicznie. W retrospekcjach dziewczyna wspomina chłopaka, którego poznała na jednym z wesel i który został zastrzelony w trakcie incydentu w jego szkole. Druga historia to już czas teraźniejszy. Louna stara się dać sobie drugą szansę i namówiona przez Ambrose'a na zakład, musi przynajmniej dwa razy w ciągu tygodnia umówić się na randkę z innym chłopakiem.

Tak jak pierwsza historia, to opowieść rodem z bajki, która nie miała prawa się wydarzyć w prawdziwym życiu, tak druga jest całkiem zwyczajna - naszpikowana prozaicznymi wydarzeniami, wolno rozgrywająca się, spowalniana obawami nastolatki, która już raz przeżyła miłość bez happy endu. I choć prawie do samego końca nie jesteśmy pewni, czy autorka połączy wreszcie swoich bohaterów, kibicujemy im z całego serca. Pomimo ich wad i niedociągnięć dają się polubić, a nawet pokochać. 

"Raz na zawsze", oraz "Teraz albo nigdy" to moje ulubione książki Dessen. Polecam obie bardzo serdecznie

piątek, 1 grudnia 2017

"Pocałunek pod jemiołą" Lisa Kleypas


Wszystkie Paprotki są już mężatkami. W oku łezka z rozrzewnieniem się kręci. Trochę szkoda się rozstawać z tak uroczymi bohaterkami. Na szczęście Lisa Kleypas na Gwiazdkę podarowała nam jeszcze jedną historią ze świata szalonych przyjaciółek - uzupełnienie cyklu Wallflowers.

Tym razem do Anglii przybywa starszy brat Lillian i Daisy   - Rafe. Pan Bowman, jak zwykle ma już plany względem jego przyszłości. Młody mężczyzna przyjeżdża, aby starać się o piękną arystokratkę - Natalie. Jednak wszystko ulegnie zmianie, gdy pozna on damę do towarzystwa swojej potencjalnej narzeczonej. Hannah zawładnie jego sercem dzięki swojemu pogodnemu nastrojowi, swojej odwadze i szczerości. Będzie między nimi trochę iskrzyć i to nie tylko namiętnością.

Historia ta rozgrywa się w okresie bożonarodzeniowym. Mamy więc ubieranie choinki, śpiewanie kolęd i czytanie "Opowieści wigilijnej" Dickensa przy kominku. Dużo w niej też akcentów humorystycznych takich jak wprowadzanie nowej mody na dziurawe sukienki, czy podejrzenia Lilian, że Marcus ją zdradza. Zresztą nasza szalona Amerykanka jak zwykle jest w formie i wprowadza wiele dynamiki do akcji.

Kleypas i tym razem nie zawodzi swoich wiernych fanek. Daje nam opowieść, która jest idealną lekturą w ten zbliżający się świąteczny czas. A jedyną jej wadą jest to, że jest taka krótka. 

niedziela, 8 października 2017

"Najtwardsza stal" Scarlett Cole


Pierwszy tom cyklu Tatuaże.

Pierwsza powieść tej autorki wydana w Polsce. Całkiem nieźle wpisuje się w panującą obecnie modę na straumatyzowanych bohaterów, silnych i zbuntowanych mężczyzn oraz obrazowe sceny erotyczne. Ale książka ta wcale nie ginie pośród tłumu. Wyróżniają ją szczegóły, które mi osobiście mocno przypadły do gustu.

Historia może nie jest bardzo skomplikowana - Harper ucieka przed prześladowaniem ze strony byłego chłopaka, który nawet z więzienia jest w stanie zepsuć jej życie. Pewnego dnia odwiedza salon tatuażu Trenta, aby zakryć rysunkiem okropne blizny na swoich plecach, które pozostawił jej tam psychopatyczny narzeczony. Trent musi powoli wzbudzić zaufanie wylęknionej dziewczyny. Choć roznieca ona w wiele gorących uczuć w przystojnym tatuażycie, ich relacje muszą rozwijać się bardzo delikatnie. Gdy wreszcie Harper otwiera się na świat, odnajduje ją jej przeszłość.

No to teraz kilka słów o tych wyróżniających szczegółach. Po pierwsze (choć brzmi to lekko dziwnie i perwersyjnie) bardzo podobała mi się trauma Harper. Blizny na plecach układające się w napis "Moja suka" musiały być na prawdę przykrym stygmatem, który bohaterka nosiła każdego dnia na swoim ciele. W stu procentach jestem w stanie uwierzyć w emocje nią targające. Może niechęć do policji, która jakoby jest przekupna i nie uwierzy dziewczynie, była przez nią trochę przejaskrawiona, ale po za tym, jej strach przed dotykiem drugiej osoby, wstyd pokazania swoich pleców, lęk przed ujawnieniem swojej przeszłości - wszystko to kupuję.

Po drugie - Trent. Przystojny chłopak z tatuażami, który swoją pracę traktuje niezwykle poważnie. Jego pasja jest bardzo przekonywująca. A jego tatuaż robi wrażenie, pomimo tego że widzę go tylko oczami wyobraźni. Motywy z "Boskiej komedii" Dantego, szczegóły, które mają swoje znaczenie, to coś innego niż chińskie znaki i hebrajskie napisy tak popularne wśród osób które po prostu chcą mieć tatuaż.

Po trzecie ścieżka muzyczna. To nic niezwykłego, że autorka w rozmowy i wydarzenia wplata piosenki, które potem czytelnik może kojarzyć własnie z tą książką. Jednak tym razem, mamy wątek nauczyciela, który uczy swoją niewinną uczennicę podstaw muzyki metalowej. Nie jest to typowy soundtrack dla romansów, ale jak dla mnie bomba. Kawałek "After Dark" zespołu Tito & Tarantula stał się moją ostatnia obsesją, własnie po lekturze "Najtwardszej stali".

Jakie minusy ma książka? Może trochę spłycone zakończenie. Co prawda wcale nie jest ono złe. Problemy które pojawiają się w finale tej historii są dobrze wymyślone, ale ich przedstawienie wykrzyczane zostało zbyt szybko, zbyt mało wiarygodnie. To nie jest duża wada. Takie jedynie małe ale, aby za bardzo nie słodzić.

Na pewno będę kontynuować przygodę z tą autorką. A cykl "Tatuaże" już w tej części pięknie zarysował się nam dalsze opowieści. Z niecierpliwością czekam na historię Cuja i Drei.

poniedziałek, 18 września 2017

"Obsesja" Katarzyna Berenika Miszczuk


Twierdzenie, że "Obsesja" Katarzyny Bereniki Miszczuk jest romansem, to twierdzenie bardzo trudne do obronienia, ale ja widzę w opisanej przez autorkę historii wiele emocji i wiele motywów które złapią za serce każdą romansoholiczkę. 

Doktor Joanna Skoczek po rozpadzie małżeństwa wraca do Warszawy i zatrudnia się w Szpitalu Wschodnim na wydziale psychiatrii. Rutyna lekarskiej pracy wypełnionej dyżurami, odprawami, obchodami i męczącymi wywiadami z niezrównoważonymi pacjentami, zostaje zburzona, gdy w podziemiach szpitala zostaje znalezione ciało jednej z pacjentek. 

Atmosfera nigdy nie remontowanych szatni, ciemnych korytarzy, rozświetlonych migającymi świetlówkami, oraz skrzypiących wind, nabiera wtedy jeszcze bardziej makabrycznych barw. W tej właśnie scenerii, Asia napotyka co chwilę, wychudzonego, zezującego i nieco nachalnego pracownika pralni - Łukasza. Na domiar złego w swojej szafce odnajduje niepokojące listy od tajemniczego wielbiciela, a przystojny chirurg, który okazał się jej znajomym sprzed lat, postanawia sobie, za wszelką cenę umówić się z coraz bardziej wystraszoną lekarką.

Książka ta jest na prawdę dobrze napisanym thrillerem. Trzyma w napięciu, po mistrzowsku balansując emocjami. Po scenach mrożących krew w żyłach, pojawia się rozdział z elementami humoru, dający nam chwilę wytchnienia, przed jeszcze bardziej przerażającymi momentami.

Właśnie ten humor jest olbrzymim atutem "Obsesji". Asia to postać pełna życia, która potrafi krytycznie spojrzeć na swoja osobę, rzucić ciętą ripostą, ale również wpaść na absurdalny pomysł, nie godny statecznej pani magister medycyny.

No a co z tymi elementami romantycznymi? W każdym dobrym romansie podstawa to bohater, dla którego mocno bije serce każdej czytelniczki. Co w takim razie powiecie na przystojnego lekarza medycyny sądowej, jeżdżącego na motorze, chodzącego w zabójczo obcisłych spodniach, grającego na gitarze, uroczego, pewnego siebie i w dodatku z nietypowym lecz ujmującym poczuciem humoru? Czy wspominałam już że Marek, bo tak ma na imię to cudo, lubi dzieci i koty, oraz przysyła kobiecie kwiaty do szpitala? I choć wątek romantyczny wcale nie jest bardzo namiętny, jest raczej dodatkiem do policyjnego śledztwa, jednak sprawia, że ta książka jest jeszcze lepsza.

Żeby jednak nie słodzić tak bezkrytycznie, teraz kilka słów o tym co mnie uwierało. Najważniejsze co mocno mnie irytowało, to pomieszanie narracji pierwszoosobowej oraz trzecioosobowej. Cześć rozdziałów napisana jest słowami Asi, część natomiast wszystkowiedzącego narratora. Wprowadzało to pewien chaos i przeszkadzało w płynności czytania. Nie do końca też usatysfakcjonował mnie finał i rozwiązanie zagadki kryminalnej. Nie wszystkie sceny spięły się w spójną całość, a z drugiej strony raził również brak pewnych poszlak, które powinny się pokazać. 

Podsumowując, książka ogromnie mi się podobała. Trzymała w napięciu, trzymała też za serce. A prawdziwą wisienką na torcie był pewien kudłaty bohater o spłaszczonym nosku i wdzięcznym imieniu Kołtun. Dlatego wszystkich zachęcam do zawarcia z nim bliższej znajomości, a przy okazji poznania historii morderstw w warszawskim Szpitalu Wschodnim.

czwartek, 14 września 2017

"Absolwentka" SJ Hooks


Książka ta jest kontynuacją "Debiutanta" i nie powinna być czytana bez wcześniejszej znajomości części pierwszej.

W zasadzie nawet recenzja poniższa nie powinna być czytana bez wcześniejszej znajomości "Debiutanta".

Relacja Stephena i Julii ewoluuje i nasi bohaterowie dorastają wreszcie do etapu stałego związku. Mamy więc w "Absolwentce" więcej scen nie związanych z samym seksem, pojawiają się częściej inni bohaterowie tacy jak przyjaciółki Julii, czy rodzice Stephena. 

Oczywiście, jak na erotyk przystało, nie brakuje tutaj również namiętności, choć muszę przyznać, że to nie ona przykuwa głównie uwagę.

Autorka w tej powieści postawiła raczej na wyrażanie uczuć. Wszystko staje się bardziej ckliwe - wątpliwości Stephena co do uczuć Julii, jego próby ukrycia swojej miłości, żeby nie przestraszyć dziewczyny, coraz większe zaangażowanie obydwojga. Zwierzenia, opowiadanie sobie swojej przeszłości. Jest też trochę kłopotów w raju, ale bez tego nie byłoby fabuły.

Oprócz relacji Julia - Stephen, tworzą nam się w tle jeszcze dwie kolejne pary - obie przyjaciółki Julii wiążą się z towarzyszami Stephena.

W zasadzie, wszystko co istotne o całej serii, powiedziałam już w recenzji "Debiutanta" i nie wiele więcej jest tutaj do dodania. 

Ciekawym zabiegiem jest końcówka, w której mamy jakby krótkie opowiadanie  - POV Julii. Przeżywamy jeszcze raz te same sceny, które rozegrały się na początku "Debiutanta", tym razem opowiedziane przez studentkę, która marzy o tym aby zaliczyć swojego profesora.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...