sobota, 9 stycznia 2016

"W poszukiwaniu szczęścia" Melissa Hill


"W poszukiwaniu szczęścia" to bardzo wyjątkowa, urzekająca historia, która chwyta za serce i nie daje o sobie łatwo zapomnieć. I choć w kilku momentach nie byłam do końca zadowolona z lektury, całokształt pozostawił jak najbardziej pozytywne wrażenie.

Holly to samotna matka, pracująca w sklepie z luksusową odzieżą używaną. Pewnego dnia w kieszeni żakietu, przekazanego im przez nieznajomą damę, odnajduje unikalną bransoletkę. Klejnocik szczególnie przykuwa uwagę dziewczyny, gdyż jest podobny do jej własnej bransoletki, na której zgromadziła przywieszki symbolizujące ważne momenty w jej życiu. Holly postanawia odnaleźć kobietę, aby zwrócić jej pamiątkowy przedmiot.

Jednocześnie, w drugim wątku opowieści poznajemy Grega, odnoszącego sukcesy maklera giełdowego, który postanawia rzucić swoją dotychczasową pracę i oddać się pasji fotografii. Jego dziewczyna Karen jednak nie pochwala tej decyzji.

Obie historie z początku całkowicie z sobą nie powiązane, w trakcie książki zbliżają się do siebie, czasami mijając się o krok. Istnieje teoria, że każdych dwoje ludzi na świecie można połączyć ze sobą za pomocą sześciu znajomych sobie osób. Ile osób będzie musiała spotkać Holly, aby odnaleźć tajemniczą właścicielkę bransoletki, a ile, aby spotkać Grega? Czy kiedykolwiek się poznają? 

Historia jest na prawdę wspaniała. Z wielką przyjemnością odkrywamy przeszłość dziewczyny, jak i nieznanej kobiety opowiedziane przy pomocy przywieszek do bransoletek. Z zaciekawieniem śledzimy poczynania Holly, zmierzające do oddania zguby. Niestety te pozytywne wrażenia psuje nadgorliwe tłumaczenie. Bardzo denerwowała mnie polska deklinacja anglojęzycznych imion. A zwłaszcza forma wołacza  - "Nicku", "Gregu" na prawdę źle brzmiało. Dodatkowo kilka angielskich idiomów zostało zamienione na typowo polskie zwroty, co też nie brzmiało wiarygodnie. Wyrażenie "od Sasa, do lasa" w ustach dziewczyny mieszkającej w Nowym Jorku jakoś mi nie pasuje. 

Autorka też zaliczyła kilka małych wpadek. Raz pomyliła wiek dziewczyny w retrospekcji, z wiekiem w czasie rzeczywistym, ale to tylko taki szczegół, który można byłoby nawet nie zauważyć czytając mniej uważnie.

Ale nie będę już narzekać, gdyż ogólnie nie ma powodów, aby się uskarżać. Książka jest całkiem dobrze napisana. Opowieść jest wyjątkowa, wzruszająca (raz nawet zakręciła mi się w oku łza), i w zasadzie bardzo prawdziwa. A klimat Bożego Narodzenia, których chociaż  nie gra pierwszych skrzypiec, subtelnie daje o sobie znać. 

Polecam serdecznie.

Za możliwość recenzji dziękuję wydawnictwu Prószyński i S-ka.

Wyzwanie Przeczytam tyle ile mam wzrostu: 2cm+2,1cm=4,1cm/172cm

3 komentarze:

  1. Przekonałaś mnie! uwielbiam takie opowieści, a Prószyński ma rękę do dobrych, nastrojowych lektur ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podpisuję się! To wydawnictwo rzadko wypuszcza buble, więc i ta książka musi być świetna. :)

      MAJUSKUŁA

      Usuń
  2. Chciałabym baaaaaardzo przeczytać!

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...