czwartek, 8 października 2015

"Odzyskana miłość" Lorraine Heath

W swoim dorobku czytelniczym mam już na prawdę wiele pozycji z gatunku romansu historycznego. Nie jest zatem tak łatwo mnie zadowolić i zaciekawić. Czy Lorraine Heath udało się to? Niezupełnie. Ale wszystko po kolei.

Clair i Morgan są małżeństwem tylko z nazwy. On żyje w Londynie, spędzając czas w klubach dla dżentelmenów i w łóżkach licznych kochanek. Ona zesłana na prowincje, dogląda jego majątku, praktycznie nie znając swojego męża. Taki stan rzeczy utrzymuje się od dnia ich ślubu kiedy to hrabia znajduje żonę w łóżku wraz ze swoim bratem. Cóż za niefortunna sytuacja. Po trzech latach rozłąki Clair przyjeżdża do Londynu, w dwóch celach - zaopiekować się młodszą siostrą w trakcie sezonu, a także odzyskać męża.

W romansie całą przyjemność czytania gwarantuje dobrze zbudowana atmosfera oczekiwania. Tak więc mamy zapoznanie, niewinny flirt, zauroczenie, zafascynowanie, czasem element zagrożenia, aż do szczęśliwego zaspokojenia. Nie przepadam za utworami, które zaspokojenie serwują nam już na pierwszych stronach, i to w dodatku rozgrywające się pomiędzy jednym z naszych bohaterów i kimś innym, niż oczekujemy. Wszystkie opisy takich scen erotycznych wypadają bardzo nijako. Czytelnik niezwiązany emocjonalnie z bohaterami ocenia wszystkie "achy", "ochy" i "ekstazy" bardzo krytycznie i jest o krok od zaprzestania dalszej lektury. Niestety w książce "Odzyskana miłość" właśnie z takim początkiem mamy do czynienia.

Lorraine Heath na szczęście szybko wraca do tradycyjnej budowy romansu i gdy tylko wprowadza do książki postać Clair, wszystko zaczyna wreszcie toczyć się właściwymi torami. Pozostaje jednak w pamięci pewien niesmak. 

Gdyby to była jedyna wada tej książki nie byłoby tak źle. Ale kolejny minus należy autorce przypisać za mało wiarygodne narysowanie charakterów naszych bohaterów. Są oni bardzo sztuczni. Czytamy owszem wiele określeń o tym jacy są, ale nie zyskujemy potwierdzenia tego w ich zachowaniu. Czasem wręcz wygląda, że na siłę autorka stara się dopasować bohaterów do swojego wyobrażenia, a oni jakby nie dawali się wcisnąć w odpowiednią formę.

Dużym plusem książki jest innowacyjny pomysł. No tak, były już historie, gdzie żona musiała odzyskać zaufanie męża, ale w tym przypadku oboje budują swoje relacje z niczego. Zaręczeni zostali ze sobą przez ojców. Nigdy wcześniej nie flirtowali, nigdy nie starali się sobie przypodobać, a od trzech lat są małżeństwem - jest to ciekawa i  niecodzienna sytuacja.

Ogromnym minusem tego wydania jest fatalna okładka. Urodziwa pani w biało-czerwonej sukni nijak nie wskazuje, abyśmy mieli do czynienia z romansem historycznym. Grafik, który to projektował, chyba nie do końca zdawał sobie sprawę, że nie każda długa sukienka sugeruje, iż kobieta ją nosząca, żyła w XIX wieku.

Zastanawiam się, czy gdybym trafiła na "Odzyskaną miłość" jakieś pół roku wcześniej, czy byłabym z niej bardziej zadowolona. Myślę, że tak. Gdyż jest to przeciętny romans historyczny, nie odznaczający się wieloma potworkami. A to, że w każdej kolejnej przeczytanej książce szukam czegoś więcej, sprawiło, że moja ocena spadła do poziomu poniżej przeciętny. Dla osób dopiero zaczynających przygodę z gatunkiem książka jest jak najbardziej do polecenia - wspaniały umilacz czasu.

1 komentarz:

  1. Szkoda, że nie wyszło jakoś specjalnie zachwycająco, bo w sumie - jak na tę różową serię - okładka jest całkiem przyzwoita i pewnie "w ciemno" skusiłabym się na ten tytuł :)

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...