wtorek, 17 maja 2016

"Bez słów" Mia Sheridan


Oryginalny tytuł tej książki to "Archer's Voice" i według mnie jest on znacznie bardziej adekwatni niż jego polskie tłumaczenie. Wszak w książce pada bardzo wiele słów, jednak nie wszystkie są wypowiedziane na głos. Czasem są wysyłane w formie wiadomości sms, czasem pokazywane za pomocą języka migowego, a niekiedy pisane palcem po nagim ciele. W książce Sheridan jest wiele słów pełnych emocji. Nawet pomimo tego, że...

... Archer jest niemy. W dzieciństwie, z powodu tajemniczej tragedii rodzinnej, uszkodzona została jego krtań. Przez lata wychowywany był przez wuja - dziwaka, który utwierdził go w przekonaniu, że świat zwykłych ludzi będzie z niego szydził. Chłopak zamknięty w odizolowanej posiadłości, wychodzi tylko, aby zaopatrzyć się w niezbędne do życia produkty. Nie ma znajomych, z nikim nie szuka kontaktu. Wszystko zmienia się gdy do miasteczka sprowadza się Bree. Dziewczyna, której niedawno zastrzelony ojciec był głuchoniemy, szuka kontaktu z Archerem, który od pierwszych chwil wydał jej się być kimś w rodzaju pokrewnej duszy. I choć ich znajomość nie należy do najłatwiejszych, stosunkowo szybko stają się sobie bardzo bliscy.

"Bez słów" to bardzo ciekawy romans. Taki nie stereotypowy. Zwłaszcza bohater mocno odbiega od typowego macho z romansów. Wycofany chłopak, który nie ma pracy - co za tym idzie wcale nie jest bajecznie bogaty. Może i jest przystojny, ale stwierdzamy to dopiero gdy Bree doprowadziła do jego ogolenie, obcięcia i ubrała go w coś, w jego rozmiarze. Nie jest doświadczony seksualnie - wszystkiego uczy się w trakcie akcji książki (ale trzeba mu przyznać, że uczniem jest pojętnym). Nie jest też ani wampirem, ani wilkołakiem, ani zmiennokształtnym. 

Nuda? Niekoniecznie. Ja spędziłam z lekturą bardzo przyjemne chwile. I choć słyszałam wiele opinii, że "Bez słów" jest zbyt cukierkowe, z czym owszem się zgodzę, to jednak ja w romansach właśnie takiej cukierkowości szukam. Lubię czytać o pozytywnych emocjach, lubię poznawać historię ludzi, którzy są ze sobą szczęśliwi, nawet pomimo trudnej przeszłości. A przede wszystkim lubię to, że ta trudna przeszłość nie bierze góry nad teraźniejszością. I tak właśnie jest w książce Sheridan. Bohaterowie umieją się cieszyć sobą, pomimo traumatycznych przeżyć i tą radością żyją na stronach powieści, a nie użalaniem się nad sobą i rozpamiętywaniem nieszczęść, które ich spotkały.

7 komentarzy:

  1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  2. Witaj, Kasiu. Wpadłam sobie na Twojego bloga i co widzę? Recenzję Archera... Chyba juz przywykłam do tego oryginalnego tytułu. Bardzo mi się podobała ta książka i cieszę się, że to Tobie też przypadło do gustu ;)
    Pozdrawiam, Katia (zaczytana-i.piszecomysle.pl)

    OdpowiedzUsuń
  3. Zapowiada się ciekawie...

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...