poniedziałek, 7 września 2015

"Zew górzystej krainy" Amy Cameron


Tytułowa górzysta kraina to Highlands - północna cześć Szkocji, którą poznałam już wcześniej dzięki wspaniałej "Obcej" Diany Gabaldon. Dlatego też z zapałem zabrałam się za lekturę.

Rzecz dzieje się na początku ubiegłego stulecia - mamy rok 1913 i znajdujemy się w Edynburgu. Lili Campbell to nauczyciela angielskiego w szkole dla dziewcząt. Przygotowuje swoją ukochaną podopieczną do występu z okazji Dnia św. Andrzeja. Podczas tej uroczystości poznaje jej owdowiałego ojca Nialla, który zakochuję się w niej od pierwszego wejrzenia i po dwóch dniach znajomości oświadcza się jej (nie zważając na to, iż sam jest baronetem, a Lili nieślubną córką kucharki).

Gdy w święta Bożego Narodzenia Lili przybywa do Inverness, aby poznać rodzinę narzeczonego, przyszłość, która do tej pory ukazywała się w różowych barwach, zaczyna nabierać odcieni szarości. Okazuje się, iż żona Nialla zmarła w niezwykle tajemniczych okolicznościach, a cała rodzina ukrywa przed Lili jakąś wielką tajemnicę związaną z historią rodu. Dziewczyna stopniowo odkrywa upiory czające się w przeszłości, jednocześnie z przerażeniem stwierdzając, iż jej ojciec, którego nigdy nie poznała, jest silnie związany z tragicznymi wypadkami, jakie rozegrały się w rodzinie jej narzeczonego.

Bardzo lubię romanse, które oprócz historii miłosnej, mają także inne wątki, najlepiej detektywistyczne. Mistrzynią tego typu powieści jest Jaynne Ann Krentz, która związek między bohaterami zawsze rozwija przy okazji bardzo emocjonujących wydarzeń związanych z morderstwem, kradzieżą, rodzinnym sekretem. Opis z okładki książki "Zew górzystej krainy" dawał mi nadzieję na równie ciekawą lekturę. Niestety przeżyłam ogromne rozczarowanie. Sam pomysł fabuły może i ma w sobie potencjał. Co prawda takie zbiegi okoliczności jakie mamy tu opisane zdarzają się tylko w książkach i filmach, ale oczywiście na to można byłoby przymknąć oko, gdyby nie cała reszta. Aż nie wiem od czego by tu zacząć mój potok żalów.

Po pierwsze, to narzeczeństwo Lili i Nailla to jest kpina. Nikt przecież nie oświadcza się komuś z kim spędził raptem kilka godzin. Do tego wcale nie widać żeby jakoś bardzo przypadli sobie do gustu. Po drugie, to kwestia tej słynnej tajemnicy rodzinnej, o której wszyscy mówią, że nic Lili nie powiedzą, przerywając swoją wypowiedź w środku zdania, dużo znaczącymi wielokropkami - bardzo denerwujące. Kolejna sprawa to usilne trwanie Lili przy baronecie, pomimo tego, iż okazuje się on być nie tak wspaniały jak na początku ich znajomości. Autorka dostarcza nam co chwilę scen, świadczących o rozdwojeniu jaźni Nailla, co tym bardziej denerwuje, gdyż nie pozwala na wyrobienie sobie jakiejkolwiek opinii o tym bohaterze. 

W środku książki, ni z tego ni z owego, pojawia się kilka rozdziałów opisujących tragiczne wydarzenia sprzed sześćdziesięciu lat, dzięki którym owszem odkrywamy tą niedopowiedzianą wiecznie tajemnicę, jednak zostajemy pozbawieni możliwościowi śledzenia postępów Lili w tej sprawie. Gdy wreszcie poznaje ona wszystkie wydarzenia jakie się rozegrały, my już dawno wszystko wiemy.

Do tego wiele mam do zarzucenia autorce co do jej stylu. Męczyłam tą książkę. Często przeskakiwałam całe akapity, tylko z pierwszych słów orientując się o czym będzie mowa, aby szybciej skończyć to całe czytanie.

Żałuję zmarnowanego czasu i nie polecam tej powieści. Szczególnie czuję się rozczarowana, gdyż spodziewałam się czegoś, co przypomni mi wspaniały urok Szkocji, pozwoli zakochać się na powrót w jakimś szkockim surowym góralu, noszącym kilt. Na szczęście ta lektura już za mną. Teraz czas sięgnąć coś co pozwoli mi o niej zapomnieć.

6 komentarzy:

  1. O kurcze, jaka szkoda! Kupiłam tę książkę na jakiejś wyprzedaży i byłam nią zachwycona - w sensie opisem i okładką, bo jeszcze jej nie przeczytałam. Ech, teraz się boję tej lektury! :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie też urzekła ta okładka. Niestety niewiele mogę wymyślić na obronę tej historii

      Usuń
  2. Czytam Twoją recenzję, na początku ślinka mi ciekła. Ale niedopracowanie odstrasza. Historia z potencjałem, który gdzieś się zagubił. A zbyt dużej ilości wielokropków nie cierpię! Widzę, że czytasz "Księgi Jakubowe", ciekawa jestem Twoich wrażeń! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety przerwałam. Czytając tak jak teraz przy okazji pieczenia kotletów i kompania dzieci nie byłam w stanie się należycie skupić. A książka do łatwych nie należy, zwłaszcza że opisuje kulturę zupełnie dla mnie obcą. Żałuję że nie mogę poświęcić jej więcej uwagi zwłaszcza że "Dom dzienny, dom nocny" to jedna z moich ulubionych książek.

      Usuń
  3. Twoja recenzja idealnie oddaje moje wrażenia z lektury tej książki. Zmarnować taki potencjał! Mając takie składniki i podać takiego zakalcowatego gniota. Dowód na to, że dobre czytadła też trzeba umieć pisać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że nie tylko ja to dostrzegłam.

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...