Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Włochy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Włochy. Pokaż wszystkie posty

sobota, 14 listopada 2020

"Niegrzeczny manager" Kristen Callihan

 


Drugi tom serii VIP

Ostatnio trudno w literaturze kobiecej jest mi znaleźć coś na prawdę przykuwającego uwagę. Jeśli nie książki przesiąknięte bezsensownym erotyzmem i wulgarnością, to znów książki bardziej obyczajowe niż romansowe, w których przez większość fabuły ktoś jest nieszczęśliwy. Na tym tle najnowsza powieść Callihan to skarb warty każdej ceny.

Już pierwszy tom serii pod tytułem "Niegrzeczny idol" był całkiem fajny, ale to właśnie "Niegrzeczny manager" skradł moje serce od pierwszego wejrzenia. Gabriel, czyli tytułowy manager kapeli rockowej, to facet który nie nadaje się zbytnio na romantycznego bohatera. Owszem jest przystojny i bogaty, ale poza tym to pracoholik, sztywniak i mistrz opryskliwości. Czyżbym miała słabość do takiego typu mężczyzn?

Sophie natomiast to lekko nadpobudliwa, wesoła dziewczyna, która postanowiła nie zrażać się postawą Gabriela. Dostrzegła ona w nim słabość, ukrytą za murem cynizmu i nieustępliwości. 

Największą zaletą tej książki jest chemia między bohaterami. Narasta ona przez ponad połowę powieści, ciągle podgrzewając atmosferę, ale nie spalając jej przedwcześnie. Bo to wcale nie skonsumowanie związku jest najfajniejsze. To spojrzenia, wspólne spędzanie czasu, to pożądanie, które choć kontrolowane ciągle pali się żywym ogniem, przykuwając naszą uwagę. 

Niestety na fali mody na niegrzeczne erotyki. Całkiem neutralny tytuł oryginału czyli "Manager" został w polskim wydaniu przemianowany na "Niegrzecznego managera", co może zmylić fanki książek, w których nie fabuła jest najważniejsza a relacje między bohaterami są czysto fizyczne. Za to czytelniczki, takie jak ja, mogą odrzucić tę historię, co byłoby niepowetowana szkodą.

Cieszę się bardzo, że udało mi się trafić na tę powieść. I myślę, że może nawet ją kiedyś powtórzę, choć co do zasady tego nie robię. Zazwyczaj szkoda mi czasu na czytanie znanej już historii ponownie. Ale z Gabrielem i Sophie na prawdę żal się rozstawać.

środa, 22 lutego 2017

"Shadow" Sylvain Reynard


Drugi tom cyklu The Florentine

Po przejściowych nieporozumieniach miedzy kochankami, nastaje okres względnej stabilizacji. Raven i William, pomimo kłopotów z którymi nieustannie musi mierzyć się Książę, sprawujący pieczę nad księstwem Florencji, rozwijają uczucia, poznają się coraz lepiej, składają sobie wzajemne coraz bardziej poważne deklaracje. Wszystko jednak ulega drastycznej zmianie, gry w mieście pojawia się ojciec Kavanauhg, opiekun i dobroczyńca Raven z jej dzieciństwa. Wydarzenia nagle zaczynają lawinowo postępować po sobie, całe dotychczasowe życie kochanków legnie w gruzach, a nad księstwem zawiśnie Cień - zdrajca, który od lat planował wystąpić przeciwko Williamowi.

"Shadow" podobał mi się mniej niż pierwsza część, a to za sprawą początku, kiedy to opisany mam okres wyciszenia. Był to bardzo nużący fragment, który wcale nie zwiastował burzy, która nastała tak mniej więcej w połowie książki.Gdy jednak przedarłam się już przez kilkadziesiąt stron wyznań, pocałunków, wycieczek za miasto i tego typu historii, książka nabrała tempa. Tak mniej więcej od połowy nie oderwałam się od niej, aż do chwili zakończenia. A sama końcówka wbiła mnie w fotel i teraz z zaciśniętymi zębami i oczami jak pięciozłotówki wyczekuję kolejnego tomu.Tak wiele pytań zostało bez odpowiedzi. Zapowiedziany został nowy bohater - Rzymianin. Pojawiły się nowe możliwości. 

Tom trzeci w oryginale ukazał się 6 grudnia, a w międzyczasie ukazała się też połówka pod tytułem "The Prince", czy będziemy mieć szansę przeczytać również tę książkę?

Jako ciekawostkę, na końcu tego tomu autor w bonusie podarował nam rozdział z alternatywnego świata Gabriela Emersona, który jest wampirem i spotyka w bibliotece pannę Mitchell. Ciekawe to było. Niestety nie byłam w stanie w pełni docenić, gdyż nie miałam okazji zapoznać się z cyklem "Piekło Gabriela", ale samego bohatera znam, już z obecnie czytanego cyklu, choć pojawia się jedynie jako bohater drugoplanowy.

środa, 30 listopada 2016

"Zatoka westchnień" Nora Roberts


Drugi tom cyklu "Strażnicy" (ang. "Guardians Trylogy")

Bohaterowie znani nam już z książki "Gwiazdy fortuny" przenoszą się na Capri, gdzie za zadanie mają odnaleźć drugą z gwiazd. Tym razem główną rolę w poszukiwaniach odegra syrena Annika. Jednak zanim dotrą do tytułowej Zatoki westchnień, czekać ich będzie walka z siłami złej Nerezzy, dużo ćwiczeń i doskonalenia się w walce, a także odrobina relaksu przy koktajlach Bellini i  namiętny romans Anniki i Sawyera.

Nora Roberts bardzo konsekwentnie trzyma się kanwy wypracowanej w pierwszym tomie. Ta powieść, tak jak poprzednia napisana jest w podobnym stylu i w podobnym tempie akcji. Mamy momenty wyciszenia, gdzie czytamy dokładne opisy przygotowywania posiłków, a w następnym rozdziale toczymy podwodną bitwę z najemcami Nerezzy. 

Trochę nietypowy wydaje się być romans człowieka z syreną, pewne sceny wzbudziły moje zadziwienie i nie do końca zyskały aprobatę w mojej wyobraźni, ale opisy rodzącego się uczucia między nimi były na prawdę urocze, a momentami wręcz zabawne. Prostolinijna, do bólu szczera i bardzo emocjonalna Annika nie zawsze wie co należy przemilczeć w świecie śmiertelników. Wprawia tym Sawyera w zażenowanie, ale Podróżnik po męsku potrafi się z tym uporać.

Trzecia, ostatnia cześć przede mną. Ciepły, śródziemnomorski klimat zmienimy na chłodną Irlandię. Już nie mogę się doczekać.



sobota, 12 listopada 2016

"W szwajcarskim zamku" Maya Blake


Pisałam już kiedyś o lepszych i gorszych harlequinach, nie wspomniałam jeszcze o tych naprawdę złych, a takich niestety też jest sporo i mogą one kosztować czytelniczkę wiele nerwów i irytacji.

Ja na takiego potworka natknęłam się ostatnio w postaci książki autorstwa Mayi  Blake. Ana wzięta modelka zostaje oskarżona o posiadanie narkotyków w swoim inhalatorze. Ponieważ jest twarzą wziętej firmy jubilerskiej, Bastien jej właściciel udaje się na rozprawę, żeby przekonać się osobiście o przebiegu sprawy. Wpłaca za dziewczynę kaucję, ale musi wziąć za jej czyny pełną odpowiedzialność. Kilka najbliższych dni będzie więc skazany na jej towarzystwo. 

Na pierwszy rzut oka nic takiego nadzwyczajnego, ale w miarę czytania oczy otwierać się nam będą coraz szerzej z powodu kolejnych niedorzeczności. To że dziewczyna jest dziewicą nie zdziwiło mnie aż tak bardzo -  wszak to harlequin, ale jej analfabetyzm już mocno mną wstrząsnął. Wiem, że to ostatnio modny motyw, ale bez przesady. Ana nie umie czytać i pisać bo matka nie uważała że będzie jej to kiedykolwiek potrzebne. Dziewczyna więc nie może przeczytać swojego nowego kontraktu, nie może zapoznać się z artykułami w brukowcach, ale posiada laptop, na którym.... no właśnie nie wiem co ona na tym laptopie robi. Chyba gra w gry przeznaczone dla dzieci do lat 6.

Dodajmy do tego luksusowe prywatne samoloty, przejażdżki konne u podnóża szwajcarskiego zamku, chwile zapomnienia na jachcie i ojca naukowca przebywającego w amazońskiej dżungli.

Doczytałam do końca. Ale nikomu nie polecam.

piątek, 12 sierpnia 2016

"Skrajnie Mylne Sygnały" Federica Bosco


W tytule książki Federici Bosco nie przez przypadek wszystkie słowa pisane są dużą literą. Gdy przyglądniemy się im bliżej, zauważymy, że układają się one w skrót SMS. A właśnie te krótkie wiadomości tekstowe będą odgrywać kluczową role w fabule książki.

Historia opisana przez autorkę jest bardzo prosta. Brie związana jest żonatym mężczyzną. Luca to klient kancelarii podatkowej, w której pracuje dziewczyna. Ponieważ musi ciągle ukrywać się przed żoną ich relacje ograniczają się głównie do SMS'ów i telefonów, ale tylko w godzinach pracy. Ciągłe spóźnienia na umówione spotkania, lub całkowite odwołanie randki dziewczyna oczywiście też musi wybaczyć swojemu wybrankowi, bez słowa sprzeciwu. 

Książka jest bardzo krótka i lekko napisana. Fabuła też jest bardzo prozaiczna. Ale czyta się ją przyjemnie, gdy potraktujemy wydarzenia w niej opisane z przymrużeniem oka. Ja przynajmniej tak do tematu podeszłam. Wszak nie jest możliwe, że autorka na serio umieściła wszystkie możliwe stereotypy związane ze związkami z żonatymi mężczyznami w osobie swojej bohaterki. Głupota jej postępowania jest tak mocno przejaskrawiona, że aż razi w oczy. Ale uważam że jest to celowy zabieg, który powinien dać obuchem po głowie wszystkim czytelniczkom, które znalazła się w podobnej sytuacji jak Brie.

Najważniejsze, że w książce jest "happy end". A w trakcie lektury nie ma miejsca na nudę i znużenie. Może pojawić się chwilami lekka irytacja spowodowana postępowaniem  bohaterki, ale do przeżycia.

Książka idealna do pociągu, lub na plażę.

czwartek, 24 marca 2016

"Raven" Sylvain Reynard


Dla tych, którzy czytają moje recenzje nie nowością jest, że z zamiłowaniem wyszukuję powieści o wampirach. Kilka z nich już opisywałam TUTAJ. Dlatego też, gdy wpadła mi w ręce najnowsza powieść Sylvain Reynard, nie wahałam się ani chwili.

Raven to młoda kobieta zajmująca się renowacją dzieł sztuki. Swoje niezwykłe imię nadała sobie sama po tragicznych wydarzeniach, jakie rozegrały się w jej przeszłości. Miały one wpływ nie tylko na jej osobowość, ale także wygląd. Od wypadku musi się poruszać o lasce, kulejąc na jedną nogę. To, jak i nadwaga, nie wpływają pozytywnie na jej samoocenę. Wszystko jednak ulega zmianie z chwilą, gdy zostaje uratowana przez tajemniczego Księcia Wampirów. I choć nie pamięta spotkania z nim, jej ciało całkowicie się zmienia. Noga okazuje się być sprawną, a figura jest doskonała. Z tymi wydarzeniami, w czasie zbiega się kradzież niezwykle cennych ilustracjami Botticellego. Raven z powodu swojego niecodziennego zachowania znajduje się w kręgu podejrzanych. Postanawia więc na własną rękę dowiedzieć się o co w tym wszystkim chodzi. A wszystkie tropy kierują ją do Williama Yorka.

O wampirach napisano już na prawdę dużo książek. Wydawałoby się, że autorzy nie mogą nas już niczym zaskoczyć. Ale ja w "Raven" znalazłam kilka nowości, niektóre całkiem interesujące. I tak wydarzenia rozgrywające się w powieści ulokowane są we Włoszech, w pięknej Florecji. Opisy miasta doskonale pasują do atmosfery wampirzego świata. Pałace, średniowieczne kościoły, brukowane uliczki - w taki otoczeniu łatwo wyobrazić sobie prawdziwego księcia.

Kolejna perełka tej książki to sama bohaterka. Niepełnosprawna, lekko otyła, nie wzbudzająca pożądania. I choć przechodzi przemianę, wampirzemu księciu podoba się właśnie taka, jaką zobaczył ją po raz pierwszy. W ciekawy sposób zostały tu przedstawione walory ludzkiej osobowości, które wampiry są wstanie wyczuć w ich zapachu. Krwiopijce brzydzą się złoczyńcami, mordercami, gwałcicielami i obłudnikami. Za to najbardziej smakuje im krew ludzi dobrych, o czystym sercu. Dlatego też Raven jest smakowitym kąskiem, który Książe będzie musiał strzec przed swoimi braćmi.

I chociaż początek książki wydał mi się nieco ospały, tak w okolicach dwusetnej strony akcja zaczęła nabierać tempa. Dzicy, którzy chcą przedostać się za mury miasta, myśliwi polujący na wampiry, śledztwo w sprawie zaginięcia ilustracji no i związek Raven i księcia. Będzie się dużo działo.

Dla miłośników trylogii o Gabrielu Sylvain Reynard, też się znajdzie smaczny kąsek. Rodzina Emersonów pojawia się na początku powieści, jako właściciele skradzionych ilustracji. Ja niestety nie miałam okazji czytać, ale zawsze doceniam takie powiązania.

Z niecierpliwością teraz czekam na kolejne tomy cyklu. Zwłaszcza, że zakończenie było nieco niepokojące. Myślę, że Książe nie do końca przemyślał swoje decyzje.

poniedziałek, 28 września 2015

"Dzień dobry, kochanie" Elisa Amoruso


"Stworzeni dla siebie"
"Miłość jest jak nieusuwalne znamię."
"Prawdziwa miłość pokonuje czas i odległość"

Takie oto banały przeczytać można na okładce tej książki i powiem szczerze, że nie czułam się przez to zachęcona do lektury. Jednak opisana historia nie okazała się być, aż tak bardzo zła, jak to na pierwszy rzut oka wyglądało.

Agnese i Lorenzo pierwszy raz spotkali się, gdy byli jeszcze dziećmi. On zabił kamieniem jej kaczuszkę, a ona postanowiła zgłosić to morderstwo policji. Tak niefortunnie zaczęła  się ich przyjaźń, która z przerwami trwała całe lata. Była to przyjaźń dziwna - przesiąknięta emocjami, które na siłę obydwoje tłumili. Ciągle nie był to właściwy czas, aby ich uczucia się skonkretyzowały. Inne związki, odległość jaka ich dzieliła, obawa przed zaangażowaniem - to główne przyczyny ich ciągłego rozdzielenia. Czy Agnese wreszcie zdobędzie się na spojrzenie prawdzie w oczy? Czy uświadomi sobie, że Lorenzo jest dla niej "mężczyzną - transatlantykiem"?

W recenzjach książki często powtarza się opinia o jej chaotyczności. Muszę przyznać że dużo zamętu w całość fabuły wprowadza prolog, który dopiero po jakimś czasie okazuje się być wątkiem tej historii, który rozegra się jakieś 15 lat po wydarzeniach z pierwszego rozdziału. Utrudnia nam też odnalezienie się w tej powieści to, iż Lorenzo nadał Agnese inne imię, którym się uporczywie do końca książki posługuje, o czym nie wiemy, czytając ten nieszczęsny prolog. Faktem też jest, że poszczególne etapy ich znajomości urywają się nagle i  kolejny rozdział przenosi nas w czasie czasem o cztery, czasem o dwa lata. Niemniej jednak historia ta, pomimo swoich wad, wzruszyła mnie. Wiem, że nie jest najmądrzejsza. Wiem, że bohaterka sama jest sobie winna. Wiem, że prawdziwe życie wcale tak nie wygląda, ale jakoś tak przyjemnie sobie pomyśleć, że pomimo tego, że sami sobie skopaliśmy przyszłość, to i tak się wszystko wyprostuje.

Ciekawostką tej powieści są dwa epizody rozgrywające się w Polsce. Jeden ma miejsce na początku lat dziewięćdziesiątych, drugi w czasie znacznie bliżej nam współczesnym. Jaki jest nasz kraj oczami Włoszki? Trochę dziwny, przede wszystkim szary i zimny, zacofany, ale też trochę magiczny ze względu na padający śnieg. 

Nie oceniam tej książki jakoś bardzo wysoko. Nie niesie ona sobą nic, co zostanie ze mną na długie lata. Nie była też kontrowersyjna, ani też nie posiadała pikantnych scen łóżkowych. Ale urzekła mnie na tyle, że daję jej 3+

środa, 9 września 2015

"Aleja Chanel N5" Daniela Farnese


Coco Chanel to kobieta legenda, która inspiruje twórców mody, filmu i jak pokazuje powieść, którą trzymam własnie w ręku, także książek. I choć akcja toczy się we Włoszek w XXI wieku, dzięki "Alei Chanel N5" możemy trochę zbliżyć się do słynnej projektantki. 

Rebecca to zagorzała fanka Coco Chanel. Podziwia nie tylko jej styl, ale także ją samą. Często cytuje jej słynne sentencje. Stara się postępować tak jak jej idolka. Marzy o tym by ubierać się w markę Chanel, choć póki co nie ma takiego budżetu. Nie przeszkadza jej to jednak kupować butów w ilościach oszałamiających. W chwili, gdy rozpoczyna się akcja książki, przenosi się z Wenecji do Mediolanu, aby być bliżej swojego chłopaka. Niestety Niccolo postanawia zakończyć ich związek, gdyż poznał kogoś innego. Rebecca zostaje opuszczona, w nowym mieście, w nowej pracy - czuje się zdruzgotana. Znajomi jednak nie pozwalają jej pogrążyć się w rozpaczy. Usilnie pocieszają ją, dotrzymują towarzystwa, zachęcają do poznania kogoś nowego, kto uleczy jej załamane serce.

W trakcie lektury śledzimy, jak nasza bohaterka składa swoje życie w całość z rozbitych kawałków. Zapoznaje się z nowymi sąsiadami, zaczyna odnajdywać się w nowej pracy, postanawia znowu umawiać się na randki.

Początkowo byłam zdruzgotana tą książką. Główna bohaterka załamywała mnie z każdym kolejnym zdaniem. Powieść pisana jest narracją pierwszoosobową, dlatego też Rebekkę poznajemy nie tylko za pośrednictwem dialogów, ale także jej najskrytszych myśli. Dowiadujemy się, że wiecznie liczy kalorie, gdyż koniecznie chce się utrzymać w rozmiarze 38, kupuje setki par butów, ciągle tylko zastanawia się co na siebie włożyć. Byłych chłopaków i ich nowe dziewczyny darzy chorobliwą nienawiścią. Płytkość tej postaci doprowadzała mnie do szału.

Jednak w miarę bliższego jej poznawania, powoli dochodziłam do wniosku, że przecież ona jest całkiem zwyczajna. Ja też ciągle marzę o zachowaniu wagi (kalorii codziennie nie liczę, bo jakoś bardzo nie muszę, ale teraz staram się zrzucić kilka kilogramów, więc ją rozumiem). Na chandrę zakupy też mi zawsze pomagają. A wybierając się do pracy również chwilę spędzam w garderobie, zastanawiając się co by tu ubrać.  Dlaczego więc tak bardzo się irytowałam na początku? Chyba z powodu przewartościowania priorytetów. To co dla mnie jest owszem ważne ze względu na wizerunek na co dzień, ale wcale nie najważniejsze, u Rebekki występuje na pierwszym miejscu. Natomiast sceny z życia społecznego i kulturalnego, walka z emocjami, podnoszenie się z upadki dzięki swojej sile, o których chciałabym czytać, przez autorkę są marginalizowane.

Z czasem gdy przyzwyczaiłam się do stylu książki, zaczęłam pałać cieplejszymi uczuciami do bohaterki. Wydała mi się ona być całkiem poczciwa i sympatyczna, dzięki czemu książka przestała być tak bardzo niestrawna jak na początku.

Mocno przeraziły mnie stosunki społeczne przedstawione w tej historii. Seks na pierwszej randce, bez zobowiązań, bez przyszłości, dla przyjemności, dla rozrywki, dla zabicia czasu - to całkiem normalne zjawisko. Do tego zdrady współmałżonków, do których bohaterowie przyznają się bez skrępowania. Czy współczesne życie towarzyskie właśnie tak wygląda? Chyba się do tego już nie nadaję.

Jeśli chodzi o jakoś literacką powieści, to można się spotkać z kilkoma "potworkami", które jednak są w miarę do wybaczenia. Zakończenie trochę autorce nie wyszło. Nie najlepiej także prezentuje się cała postać Etienne'a. Ale w sumie czytałam znacznie gorsze pozycje i to całkiem niedawno.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...