Pokazywanie postów oznaczonych etykietą romans współczesny. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą romans współczesny. Pokaż wszystkie posty

środa, 18 listopada 2020

"Paprocany" Paulina Świst

 


Zacznę może od tego, że bardzo lubię historie wykreowane przez Paulinę Świst. Za ich lekkość, polot, wartką akcję, a także barwnych bohaterów. Jednakże, z każdą kolejną książką irytuję się coraz bardziej na wulgarność języka używanego przez autorkę. 

"Paprocany" rozgrywają się w znanych nam już z poprzednich książek Świst okolicach. Czyli trochę w Gliwicach, trochę w Tychach, a także Mikołowie, czy nad Jeziorem Paprocany. Bohaterowie to Zosia - ceniona pani adwokat i Krzysztof, policjant niesłusznie oskarżony o gwałt na prostytutce. Wspólnie będą oni, nie tylko starali się uporać z problemami Krzysztofa, ale także poszukiwać zaginionej bratanicy Zosi.

Jak zwykle u Świst, w tej historii nie ma miejsca na ckliwe chwile. Jest szukanie śladów, przesłuchiwanie świadków, a także bliskie spotkania z niebezpiecznymi przedstawicielami świata przestępczego. Są cięte riposty, żarty z pieprzykiem, oraz lekko perwersyjne gorące sceny.

Wszystko byłoby super, gdyby nie te przekleństwa. Wiem, rozumiem, staram się usprawiedliwić sposób wyrażania się części bohaterów ich zawodem. Wszak boss grupy przestępczej, czy też policjant operacyjny lub bezwzględny prokurator nie będą cytowali Sienkiewicza w trakcie przesłuchania.... ale granice szacunku do samej siebie jako kobiety, nie pozwalają mi obojętnie czytać wulgaryzmów wypowiadanych przez żeńskie bohaterki kreowane przez autorkę. 

Czasem wydaje mi się, że generalnie polscy autorzy, a zwłaszcza autorki, przekleństw w swoich książkach używają trochę jak dzieci w podstawówce. Nie ważne czy są one potrzebne, czy nie, ważne aby je wypowiedzieć i pochwalić się przed starszymi kolegami, że takie się zna. Sprawiają one, że czują się przed sobie samymi ważniejsi, bardziej wiarygodni, bardziej poważni. A przecież samo użycie "brzydkiego słowa" nie czyni ich dorosłymi. 

Dlatego też książki Pauliny Świst owszem czytam, choć traktuję je z przymrużeniem oka. To dla mnie bardzo podobna kategoria jak książki Kristen Ashley, których bohaterki bardzo często denerwują czytelniczki swoim infantylnym podejściem do życia i ciągłym zwracaniem uwagi na swój strój. Kobieta, która dobiera kolor szminki do koloru szpilek, jest tak samo nieprzekonywująca, jak ta która przeklina na potęgę, tylko po to by poczuć się silną w męskim świecie.

Na szczęście brak ogłady w słownictwie autorka wynagradza ciekawą fabułą i lekkim piórem. Dlatego też przy następnej jej książce zacisnę zęby, wykażę się wyrozumiałością i pochłonę powieść w jeden dzień, tak jak było w przypadku "Paprocan".

sobota, 14 listopada 2020

"Niegrzeczny manager" Kristen Callihan

 


Drugi tom serii VIP

Ostatnio trudno w literaturze kobiecej jest mi znaleźć coś na prawdę przykuwającego uwagę. Jeśli nie książki przesiąknięte bezsensownym erotyzmem i wulgarnością, to znów książki bardziej obyczajowe niż romansowe, w których przez większość fabuły ktoś jest nieszczęśliwy. Na tym tle najnowsza powieść Callihan to skarb warty każdej ceny.

Już pierwszy tom serii pod tytułem "Niegrzeczny idol" był całkiem fajny, ale to właśnie "Niegrzeczny manager" skradł moje serce od pierwszego wejrzenia. Gabriel, czyli tytułowy manager kapeli rockowej, to facet który nie nadaje się zbytnio na romantycznego bohatera. Owszem jest przystojny i bogaty, ale poza tym to pracoholik, sztywniak i mistrz opryskliwości. Czyżbym miała słabość do takiego typu mężczyzn?

Sophie natomiast to lekko nadpobudliwa, wesoła dziewczyna, która postanowiła nie zrażać się postawą Gabriela. Dostrzegła ona w nim słabość, ukrytą za murem cynizmu i nieustępliwości. 

Największą zaletą tej książki jest chemia między bohaterami. Narasta ona przez ponad połowę powieści, ciągle podgrzewając atmosferę, ale nie spalając jej przedwcześnie. Bo to wcale nie skonsumowanie związku jest najfajniejsze. To spojrzenia, wspólne spędzanie czasu, to pożądanie, które choć kontrolowane ciągle pali się żywym ogniem, przykuwając naszą uwagę. 

Niestety na fali mody na niegrzeczne erotyki. Całkiem neutralny tytuł oryginału czyli "Manager" został w polskim wydaniu przemianowany na "Niegrzecznego managera", co może zmylić fanki książek, w których nie fabuła jest najważniejsza a relacje między bohaterami są czysto fizyczne. Za to czytelniczki, takie jak ja, mogą odrzucić tę historię, co byłoby niepowetowana szkodą.

Cieszę się bardzo, że udało mi się trafić na tę powieść. I myślę, że może nawet ją kiedyś powtórzę, choć co do zasady tego nie robię. Zazwyczaj szkoda mi czasu na czytanie znanej już historii ponownie. Ale z Gabrielem i Sophie na prawdę żal się rozstawać.

sobota, 17 października 2020

"Od pierwszego wejrzenia" Ashley Kristen

Trzeci tom serii Rock Chick

W książce tej pada stwierdzenie, że w Denver mieszkają sami piękni ludzie. Na pewno ci najbardziej urodziwi pojawiają się w powieściach Kristen Ashley. Stałe czytelniczki już mogły się do tego przyzwyczaić, lecz jeśli dla kogoś "Od pierwszego wejrzenia" to pierwsze spotkanie z autorką, może poczuć się trochę przytłoczony nadmiarem super przystojnych mężczyzn i pięknych kobiet.

Do Texa znanego nam już z poprzednich części cyklu, przyjeżdża jego siostrzenica Roxie. Dziewczyna ucieka przed swoim byłym  chłopakiem Billym. Od pierwszego wejrzenia przykuwa uwagę policjanta Hanka Nightingale'a, który już nie pozwoli jej dalej uciekać.

Styl Ashley może denerwować. Wszyscy bohaterowie są piękni. Mężczyźni na wskroś męscy. A kobiety zawsze mają jakieś wytłumaczenie, dlaczego nie zasługują na takich wspaniałych partnerów. Jeśli jednak przymkniemy oko na nieprawdopodobne zwroty akcji, nie damy się zbytnio wciągnąć w trochę dziwne przemyślenia bohaterek, a także popłyniemy z nurtem szybkich wydarzeń, szalonych dialogów i chwil pełnych emocji, to zabawę mamy gwarantowaną.

 I nie dajmy się zwieść pozornej trywialności powieści Ashley. Gdy choć przez chwilę zastanowimy się nad opisanymi historiami, może okazać się, że w lekki sposób przybliżają wcale nie trywialne problemy. Takie jak choćby problem wyrwania się z toksycznego związku i wyrzutów sumienia, z powodu postepowania swojego byłego partnera. 

poniedziałek, 24 sierpnia 2020

"To tylko przyjaciel" Abby Jimenez

 


"To tylko przyjaciel" to debiutancka powieść Abby Jimenez. Jednak wcale nie widać w niej niedoświadczonego pióra. Autorka w bardzo dojrzały sposób stworzyła historię miłosną, która wcale nie jest usłana różami.

Kristen to dziewczyna, która swojego partnera życiowego wybrała na podstawie bardzo racjonalnych przesłanek. Ponieważ ma poważne problemy zdrowotne, które uniemożliwiają jej zajście w ciążę, wiąże się z Taylorem, który nie planuje posiadania dzieci. Jednak gdy poznaje Josha, od samego początku czuje z nim silną więź, a cały jej plan życiowy obraca się w niwecz.

Wbrew pozorom to nie jest historia o zdradzie, nie jest to też lekka komedia romantyczna, choć jest w niej wiele humorystycznych elementów. Jest to powieść o samoakceptacji, o trudnych wyborach, o postawieniu potrzeb drugiej osoby nad swoimi uczuciami. I choć bohaterka swoją logiką i uporem trochę mnie irytowała, jestem w stanie zrozumieć jej argumenty. 

Bardzo wiele emocji autorka stara się przekazać w swojej powieści. Niektóre fragmenty są niezwykle dramatyczne i smutne, ale jak sama Jimenez w posłowie stwierdza, ta historia ma swój happy end. Aby w pełni zrozumieć to szczęśliwy zakończenie, nie można jednak patrzeć tylko powierzchownie na opisane wydarzenia, ale należy również zwrócić uwagę na zmiany jakie zachodzą w bohaterach.

Nie każdy będzie zadowolony z lektury tej książki, ale tym, którzy szukają czegoś więcej niż naiwna historyjka o miłości, powieść powinna się bardzo spodobać.

piątek, 17 lipca 2020

"Zmysłowy anioł stróż" Kristen Ashley


Drugi tom serii Rock Chick

Gdy Indy została już poskromiona przez Lee, czas bliżej przyjrzeć się dziewczynie pracującej w jej księgarni - Jet. Z pozoru zwykła szara myszka, zresztą tak sama o sobie mówi, jednak przy bliższym poznaniu ani na krok nie ustępuje szalonemu duetowi Indy-Ally z tomu pierwszego.

Gdy tata Jet przyjeżdża do miasta szybko okazuje się, że wpakował się w niezłe kłopoty. Na zdrowie i życie dziewczyny zaczynają czyhać nieciekawe typy ze świata przestępczego Denver, a o jej bezpieczeństwo postanowi zatroszczyć się przystojny policjant pochodzenia meksykańskiego. Eddy przyjaciel z dzieciństwa Lee będzie mieć ręce pełne roboty, nie tylko w związku z ochranianiem Jet, ale również z przekonaniem jej, że to co się między nimi rodzi, jest na poważnie i nie skończy się z chwilą gdy zniknie niebezpieczeństwo.

Książki Ashley mają określony schemat. I ta od niego w niczym nie odbiega. Bohaterka trochę przypominała mi Marę z książki "Idealny mężczyzna". Na szczęście była jednak mniej od niej irytująca. I choć zapierała się rękami i nogami przed związkiem z jej wymarzonym Eddiem, to pozostałe sprawy ogarniała wręcz koncertowo. 

Po lekturze naszła mnie refleksja, że nie jedna z nas kobiet uważa się za nieciekawą i nie wartą uwagi prawdziwych przystojniaków, tak jak to robiła Jet. Ale w trackie fabuły okazuje się, że kilku przystojniaków marzy wręcz o bliższym poznaniu się z tą szarą myszką. Więc może nie warto się dyskredytować zbyt wcześnie i pozwolić rozwinąć się swojemu potencjałowi. 

Książka z której jesteśmy w stanie wyciągnąć pozytywną refleksję to zawsze dobra lektura. Więc tak, jestem zadowolona ze "Zmysłowego anioła stróża", choć tytuł całkiem mi nie pasuje do akcji rozgrywających się w tej powieści. Oryginalny "Rock Chick Rescue" ma w sobie tą energię, którą emanuje powieść. I chyba lepiej byłoby zostawić go w oryginale.



środa, 17 czerwca 2020

"Niegrzeczny idol" Kristen Callihan



Kristen Callihan to dla mnie całkiem nowa autorka. Choć na rynku polskim dostępna jest już książka, którą napisała w duecie z Smanthą Young pod tytułem "Niedopasowani", ja nie miałam wcześniej okazji jej poznać. Po przeczytaniu "Niegrzecznego idola" już wiem, że będzie to jedna z moich autorek. Taka, po której książki sięgać będę w ciemno.

Pierwsze spotkanie Libby i Killiana nie należało do najbardziej udanych. On rozbił się motocyklem na jej trawniku, prowadząc po pijanemu. Ona ocuciła go zimną woda prosto z węża ogrodowego. Ale pierwsze koty za płoty. Wkrótce okaże się, że  tak niezwykle rozpoczęta znajomość z łatwością przerodzi się w przyjaźń, a może nawet w coś więcej.

Bohaterowi powieści zarówno ci pierwszo- jak i drugoplanowi są świetni. Pełni życia i pasji. Dzięki Killianowi wkraczamy w świat muzyków rockowych. Ale niegrzeczny chłopiec na jakiego wygląda Killian po bliższym poznaniu, okaże się pełnym troski, czułym mężczyzną, który głęboko przeżywa swoje troski. Libby natomiast to introwertyczka, która przeobrazi się z niepozornej gąsienicy w oszałamiającego motyla.

Bardzo podobał mi się cięty język bohaterów. Drobne złośliwości, których sobie nie szczędzili to takie niuanse, które ja uwielbiam w książkach. Do tego język powieści nie jest wcale przeładowany wulgaryzmami, co ostatnio mi bardzo przeszkadza. Od czasu do czasu każdemu zdarza się rzucić przekleństwem, zwłaszcza niepokornym rockowcom, i to jak najbardziej jestem w stanie zaakceptować. Na szczęście w "Niegrzecznym idolu" jest to tylko czasami i to w naprawdę uzasadnionych przypadkach.

W opiniach o książce, które  można przeczytać nawet na okładce, dużo jest mowy o namiętności i seksie, jednak wcale nie to jest w tej historii najważniejsze. Bohaterowie nie rzucają się na siebie bez zastanowienia. A przed scenami łóżkowymi mamy kilka sytuacji pełnych napięcia i iskrzenia, co osobiście bardziej podoba mi się w książkach, niż same opisy łóżkowych wyczynów.

Już nie mogę doczekać się kolejnej części serii. Zwłaszcza że sprawdziłam, iż opowiadać będzie ona o Scottim, menadżerze grupy, który wzbudził moje największe zainteresowanie spośród bohaterów drugoplanowych. 

wtorek, 14 kwietnia 2020

"Corrupt" Penelope Douglas


Jak do tej pory nie pisałam Wam jeszcze o książkach Penelope Douglas, a są one na swój sposób wyjątkowe. Czytałam już cztery jej powieści i każda była lekturą wymagająca od czytelnika pewnej dozy tolerancji, umiejętności spojrzenia na wydarzenia spod różnych kątów, a także braku pruderii.

Nie myślcie jednak, że otwierając książkę otrzymacie masę gorących scen, przeplatanych prostymi dialogami i rozterkami w stylu "kocha, czy nie kocha?". Autorka w swojej twórczości pokazuje, że ma wiele ciekawych rzeczy do powiedzenia czytelniczkom, choć czasem mogą one być trudne w odbiorze. 

Zdecydowałam się napisać o "Corrupt" nie dlatego, że jest to najlepsza książka autorki (wcale taka nie jest), ale dlatego że wzbudza najwięcej kontrowersji. Sama mam trochę problemów z tą lekturą. 

Na pewno nie pochwalam zachowań w niej opisywanych, nie wybielam bohaterów i nie rozgrzeszam ich. Ale wiele przyjemności sprawiło mi analizowanie motywów ich działania.

Zacznijmy jednak od tego, że na historię można popatrzeć pod różnymi aspektami. Pierwszy z nich to motyw buntu. Wyobraźmy sobie społeczność młodych, bogatych ludzi, którzy przez swoich rodziców za wszelką cenę są wkładani w ramy idealnych następców tronu w ich finansowych imperiach. Dzieciaki, które muszą otrzymywać najlepsze oceny, które muszą spotykać się w gronie równych sobie osób, których przyszłość jest już zaplanowana od momentu ich poczęcia. W takim właśnie świecie żyją bohaterowie "Corrupt". Z dezaprobatą można byłoby pomyśleć o nich "biedne" bogate dzieciaki, którym źle w życiu, że jeżdżą drogimi samochodami, a wszelkie wybryki uchodzą im na sucho. Owszem, na pierwszy rzut oka tak właśnie można byłoby ocenić postępki czterech przyjaciół, którzy terroryzują miasteczko w trakcie hallowinowych nocy. Jednak czym bliżej ich poznajemy, czym dokładniej zgłębiamy motywy ich psot, tym bardziej uświadamiamy sobie, że nie wszystko jest tak piękne na jakie wygląda z perspektywy odległego obserwatora.

Druga kwestia która szczególnie zwróciła moją uwagę to erotyka w tej powieści. Jest ona zdecydowanie nie dla każdego. Podszyta dreszczykiem niebezpieczeństwa, odważna, wręcz perwersyjna w niektórych scenach. Czasem wydaje mi się, że autorka stara się wysondować swoje czytelniczki, jak daleko może posunąć się z fantazjami które tworzy, a kiedy naciągnie nić tolerancji do granicy pęknięcia. Zastraszanie, wiązanie, erotyczne trójkąty - u Douglas wszystko jest możliwe.

Kolejna sprawa, z którą akurat mocno w tym przypadku się nie zgadzam to zemsta i samosąd. Ale tutaj nie będę zbyt wiele pisać, gdyż mogłabym ujawnić Wam wydarzenia z samego końca książki i zepsuć przyjemność czytania. Powiem jedynie tyle, że Douglas moją granicę tolerancji dla zachowań bohaterów przekroczyła i absolutnie nie znajduję uzasadnienia dla  scen kończących tę historię. Pomimo tego książkę "Corrupt" oceniam bardzo wysoko. Dużo przyjemności dała mi jej lektura.

Przyznać się Wam jednak muszę, że mogły mi umknąć pewnie niuanse tej powieści, gdyż czytałam ją w oryginale po angielsku. Jednak płynność z jaką opowiedziane są losy Eriki i Michaela, mimo bariery językowej pozwoliła mi całkowicie pogrążyć się w lekturze. 


poniedziałek, 23 marca 2020

"Córka gliniarza" Kristen Ashley


W tym trudnym czasie trafiła do mnie kolejna książka Kirsten Ashley, rozpoczynająca nowy u nas w Polsce cykl "Rock Chick". W oryginale są to książki napisane przed cyklem "Tajemniczy mężczyzna", który ukazywał się ostatnio nakładem Wydawnictwa Akurat.

Autorka ma swój specyficzny styl pisania i prowadzenia fabuły, który albo się pokocha, albo znienawidzi. Dlatego też, jeśli już ktoś miał styczność z książkami Ashley i nie przypadły mu one do gustu, nie ma co liczyć, że tym razem będzie inaczej.

Indy to lekko szalona dziewczyna, dla której wpakowanie się w tarapaty to chleb powszedni. Tym razem jednak okazują się one większe niż zazwyczaj. Na jej życie nastaje pewien gangster, któremu zaginęły niezwykle kosztowne brylanty. I choć dziewczyna w zasadzie nie miała z tym nic wspólnego, to nagle strzelają do niej, porywają ją, wybuchają przy niej samochody.... czyli standard jak na książki autorki.

Posprzątaniem tego bałaganu w jaki wpakowała się Indy postanawia zając się Lee, jej wieloletni przyjaciel i wielka miłość z lat młodzieńczych. Mężczyzna w książkach Ashley to musi być macho w stu procentach i tutaj niewątpliwie też taki okaz mamy. Szef agencji detektywistycznej, charyzmatyczny, niebezpieczny, seksowny - oto właśnie jest Lee Nightingal. Indy jednak nie jest typem uległej, wątłej kobiety, więc jak możecie się spodziewać będzie się działo.

Jak już nie raz podkreślałam, lubię w książkach innowacyjność. I tak, jak moje pierwsze spotkanie z autorką przy okazji "Tajemniczego mężczyzny", to było wielkie wow, tak teraz już mnie nic nie zdziwiło w fabule książki. Mimo wszystko, była to historia dobra do tego, aby oderwać się od rzeczywistości, aby zapomnieć o problemach świata codziennego, dać się porwać szalonej jeździe jak na rollercoasterze.

Nie wiem czy równie pozytywnie podejdę do kolejnych powieści autorki, gdyż wszystkie, które do tej pory czytałam są do siebie mocno podobne. Różnice jakie Ashley wprowadza do swoich historii, przejawiają się głownie na charakterach bohaterów. Jednych lubi się bardziej, innych mniej. (Indy jest zdecydowanie do polubienia. Lee też, choć jak dla mnie było go za mało w tej opowieści.) Jednak boję się, że przy kolejnych książkach nie będę już w stanie odróżnić które porwanie, który wybuch i która strzelanina, dotyczyła której z bohaterek. 

Ale jak na razie się nie zrażam i wystawiam ocenę 5/6 dla "Córki gliniarza"

środa, 16 października 2019

"Księżniczka i tajny agent" Nora Roberts

Jest taki nurt w literaturze romansowej, który przynajmniej jednego z bohaterów czyni następcą tronu w wymyślonym księstwie. Najczęściej są to książki pisane w Stanach Zjednoczonych, a księstwo jest ulokowane gdzieś na Bałkanach, lub wciśnięte między dwa duże państwa - jak Francja i Hiszpania. Znana jestem już z tego że geografia to mój konik. Więc z tyłu głowy głośno woła do mnie rozsądek, że nie da się wcisnąć państwa, tam gdzie go nie ma. Zazwyczaj jednak nie przeszkadza to, dobrze mi się bawić, przy czytaniu takich baśniowych powieści.

"Księżniczka i tajny agent" to wznowienie powieści Nory Roberts wcześniej wydanej pod tytułem "Czas niepamięci". Opowiada historię księżniczki Gabriell, która ucieka z rąk porywaczy, ale traci pamięć. Reeve MacGee  były policjant i agent rządowy, pochodzący ze Stanów Zjednoczonych, zostaje poproszony o ciągłą opiekę nad księżniczką, na wypadek gdyby porywacze jeszcze raz spróbowali swoich sił, lub postanowili pozbyć się jedynego świadka ich przestępstwa.

Fabuła i intryga w tej powieści może nie jest zbytnio skomplikowana. Nie ma w niej też scen mrożących krew w żyłach. Najciekawsze co tutaj spotykamy to kreacje naszych bohaterów. Autorka w doskonały sposób przedstawia nam zwłaszcza rys charakterologiczny księżniczki. Poznajemy ją w tym samym czasie, kiedy ona na nowo odkrywa jaką jest osobą. Jej rozterki związane z brakiem wspomnień, jej obawy i przemyślenia są na prawdę warte uwagi. To własnie dzięki tej postaci, oraz przeuroczym braciom, którzy będą  bohaterami kolejnych części cyklu "Księstwo Cordiny", ta książka jest godna polecenia. 

Jest to powieść, która delikatnie trąci starym dobrym Harlequinem, więc miłośniczki romansów nie powinny poczuć się rozczarowane.

wtorek, 8 października 2019

"Gdybyś tu był" Renee Carlino


Trudno mi będzie napisać cokolwiek o tej książce, bez zdradzania bardzo ważnych elementów jej fabuły. Ale z drugiej strony myślę, że osoby, które po nią sięgną powinny wiedzieć czego mają się spodziewać. 

A nie chodzi tutaj o drobnostkę. 

Adam i Charlotte spotykają się przypadkiem na ulicy. Przeżywają romantyczną przygodę, pełną uniesień, romantycznych gestów, słów jak z bajki. Nad ranem jednak wszystko się zmienia. Szczęście i radość rozwiewa się wraz z nastaniem kolejnego dnia. Charlotte postanawia żyć dalej i gdy wreszcie powoli układa sobie relacje z nowym chłopakiem, dowiaduje się, co tak na prawdę przytrafiło się Adamowi.

Okazuje się, że mężczyzna jest chory na raka mózgu. Jego dni są policzone, a ten czas gdy spotkali się pierwszy raz był szczególnie trudny, ze względu na jego problemy z pamięcią krótkotrwałą. 

Początkowo ta historia to lekka komedia. Zabawne perypetie współlokatorki Charlotte, złośliwości jakimi obrzuca się bohaterka ze swoim bratem. Trochę zabawne nawet są jej wspomnienia związane z dotychczasowymi związkami. Ale nagle wszystko staje się nieważne. Pojawia się choroba i groza nadchodzącej śmierci. I choć Adam do swojej sytuacji podchodzi w wyjątkowy sposób, biorąc od życia wszystko, co jeszcze jest w stanie wyszarpać. To jednak smutek i łzy czają się tuż za rogiem, tylko patrząc kiedy nas dopadną.

W gruncie rzeczy ta powieść niesie jednak bardzo pozytywne przesłanie. Mówi nam, że życie nie kończy się na śmierci ukochanej osoby. Zrywa z etosem typowego romansu, gdzie zakochani żyją długo i szczęśliwie. Pokazuje, że nawet jeśli wymarzone zakończenie nie dojdzie do skutku, to jednak i tak można być szczęśliwym.

"Gdybyś tu był" nie jest więc typowym romansem. Aspiruje do książki z przesłaniem, choć utrzymana jest w konwencji romansu (sympatyczni bohaterowie, wątki humorystyczne, lekkie pióro). Wszyscy, którzy lubią od  czasu do czasu się posmucić myślę że będą bardzo zadowoleni z lektury.




czwartek, 26 września 2019

"Kusząca pomyłka" Vi Keeland

Vi Keeland jest już mi znana od dawna. Opisywałam tutaj jej powieść  "Tylko twój", którą uważam za niezbyt udaną. "Kusząca pomyłka" natomiast okazała się być książką w stu procentach spełniającą moje oczekiwania.

Po pierwsze jednak, nie wierzcie w blurba. Wprowadza on trochę nieporozumień. Owszem Rachel i Cain spotykają się po raz w pierwszy w barze, gdzie dziewczyna mówi mu co myśli na temat zdradzania żony, ale szybko okazuje się, że to wszystko jest po prostu zwykłą pomyłką. I Rachel nakrzyczała na niewłaściwego faceta.

Nie byłoby sprawy, gdyby nie to że wkrótce spotykają się ponownie. Tym razem na uczelni. On jest profesorem, ona jego nową asystentką. On ceni sobie punktualność, ona przychodzi mocno spóźniona na pierwszy wykład. Ale Cain po bliższym poznaniu okaże się bohaterem wręcz cudownym. Ja jestem zauroczona nim totalnie. 

W tej książce mamy trochę potyczek słownych, trochę wzajemnego przyciągania, tajemnicę z przeszłości, odrobinę erotyki, ale tak bez przesady. Czyli wszystko co w dobrym romansie powinno się znaleźć.

Bardzo podobał mi się wątek wiary i Bożej Opatrzności, który autorka bardzo zgrabnie wplotła w fabułę. Wcale nie przesadzając w żadną stronę. Zrobiła to bardzo subtelnie i z wyczuciem. A przy okazji wytłumaczyła pewne okoliczności, które w normalnym życiu raczej nie miałyby prawa się wydarzyć.

Szczerze mogę polecić tę książkę, jak i inne powieści tej autorki takie jak "Gracz", "Walka" czy "Bossman".

środa, 18 września 2019

"Seksowny kłamca" Christina Lauren


Czwarta część cyklu Wild Seasons.

Gdy już szczęśliwy finał osiągnęły miłosne historie trzech przyjaciółek , które wybrały się na szaloną wycieczkę do Vegas, wydawałoby się, że już nic nowego w tej serii nie da się napisać. Nie zapominajmy jednak o London - współlokatorce Loli, która przez karty wszystkich tomów przewija się jako postać całkowicie drugoplanowa.

W tej książce poznajemy bliżej tę nieposkromioną surferkę. Dowiadujemy się o jej niezbyt radosnym poprzednim związku, jej niepewności i lękach związanych z podjęciem dorosłego życia. Pomocny w przełamaniu jej oporów okaże się ktoś, kto wcale na pierwszy rzut oka nie wygląda na gotowego aby się ustatkować. 

Luke to nałogowy podrywacz. Jego telefon co kilkanaście sekund rozbrzmiewa sygnałem przychodzącej wiadomości. Większość przychodzi od dziewczyn z którymi Luke już kiedyś się spotykał, lub z którymi ma dopiero plan rozpocząć krótką, niezobowiązującą, erotyczną przygodę. 

Jest to więc idealny kandydat na związek bez zobowiązań. A London zobowiązań boi się jak ognia. Już raz się zaangażowała i sparzyła, więc teraz lepiej dmuchać na zimne.

Sytuacja zaczyna się komplikować gdy okazuje się, że Luke nie jest całkiem nieznaną nam-czytelnikom osobą. To jest ten Luke, z którym Mia (bohaterka części pierwszej cyklu) była w długotrwałym związku. Przyjaciel z dzieciństwa i towarzysz młodzieńczych wygłupów wszystkich trzech przyjaciółek, o których czytaliśmy do tej pory.

Czym bardziej poważnie zaczyna on traktować London, tym bardziej ona stara się go od siebie odsunąć. Choć nie do końca jej to wychodzi.

Nie jest to moja ulubiona część cyklu. Ale też i nie jest jakoś szczególnie zła. Książka do przeczytania dla rozrywki. 

środa, 28 sierpnia 2019

"Połączyły ich gwiazdy" Minnie Darke

Znacie film "To właśnie miłość"? Jest to jedna z moich ulubionych komedii romantycznych. Opisująca kilka z pozoru ze sobą nie związanych wątków, które jednak przeplatają się pomiędzy sobą tworząc pewną całość. Książka Minnie Darke w takiej właśnie konwencji została napisana i właśnie tym mnie zachwyciła.

Justine i Nick poznali się jako dzieci, lecz ich drogi się rozeszły. Ponowne spotkanie po latach to jak znak prosto z nieba. Ale Nick chyba nie do końca właściwie odczytuje sygnały. Dlatego też Justine postanawia pomóc mu w wykonaniu pierwszego kroku i ingeruje w horoskop publikowany w gazecie, w której pracuje. Zmiany dokonane przez dziewczynę mają skłonić Nicka do podjęcia właściwych decyzji. Niestety nie wszystko idzie zgodnie z planem.

Książka "Połączyły ich gwiazdy" to nie tylko historia głównych bohaterów. To również kilkanaście wspaniałych epizodów, które opisują jak wymyślone przez Justine horoskopy wpłynęły na życie innych ludzi. Autorka fantastycznie powiązała ze sobą kolejne historie, pokazując, że na nasz los rzutują nie tylko nasze własne wybory, ale także decyzje innych osób, czasem nawet tych którzy są z nami zupełnie niezwiązani.

Spotkałam się z opiniami, że książce tej czegoś brakuje. Ale jak dla mnie jest ona idealna. Nie ma w niej nadmiernej erotyki, nie ma wzruszeń wyciskających łez, nie ma tragicznych wydarzeń mrożących krew w żyłach. Pokazuje ona niby całkiem normalne życie przeciętnych ludzi. Jednak tak wiele w niej ciepła, dużo humoru, odrobina bezpretensjonalności, wspaniałe kreacje bohaterów, niepowtarzalna atmosfera. Do tego miejscem akcji jest Australia, a ja uwielbiam książki, które dzieją się w odległych krajach.

Cóż więcej potrzeba? Dla mnie już nic. Gorąco polecam. 

środa, 3 lipca 2019

"Wymarzony mężczyzna" Kristen Ashley


Czwarta cześć cyklu "Dream men"(książki można czytać osobno).


Gdy już zapoznaliśmy się bliżej z komandosem, tajniakiem i policjantem nadeszła pora na szefa gangu motocyklowego. Tuck  towarzyszy nam już od pierwszej części cyklu. W najbardziej kryzysowych sytuacjach zjawia się na swoim motorze niczym superbohater i ratuje kobiety z opresji. Czy uda mu się wreszcie znaleźć swoją heroinę?

Oczywiście że uda, tylko że heroina wcale nie okaże się taka łatwa we współżyciu. Z Tyrą poznają się zwyczajnie, na imprezie. Spędzają ze sobą upojną noc, ale Tuck tuż po łóżkowych igraszkach wyrzuca dziewczynę ze swojego pokoju nie pozostawiając jej złudzeń na "żyli długo i szczęśliwie". Niby nic niezwykłego. Przygoda na jedną noc. Tylko że Tyra dwa dni później rozpoczyna pracę w warsztacie Tucka. I wcale nie zamierza rezygnować z posady, pomimo tego, że czuje się bardzo dotknięta jego postępowaniem. 

Czym bardziej buńczucznie się zachowuje, tym jednak bardziej zwraca na siebie uwagę Tucka. I wkrótce okaże się, że ten motocyklista już nie wypuści jej ze swojej jaskini.

Od samego początku miałam problem z tą książką. Niby wszystko było tak jak u Ashley - lekka lektura, trochę humoru, rozmowy naszpikowane ciętymi ripostami, no i przede wszystkim ani chwili nudy. Jednak to jak Tuck odnosił się do Tyry, jak ostro wypowiadał się o swojej żonie, ilość przekleństw wyrzucanych z siebie nie tylko przez motocyklistów, ale również przez nastoletnie dzieci- to wszystko było mocno nie halo. Czułam się rozdarta wewnetrznie, bo przecież nie podobają mi się relacje międzyludzkie opisane w książce, jednak połykam ją strona po stronie, nie mogąc się od niej oderwać. 

Autorka jednak stanęła na wysokości zadania i w drugiej połowie książki zaczęła dopasowywać do siebie wszystkie elementy układanki. Tuck okazał się być bohaterem, któremu jestem w stanie wszystko wybaczyć. Tyra od początku wzbudzała we mnie sympatię i tak pozostało. A dużo poważnych rozmów przyćmiło prymitywne odzywki, którymi naszpikowana jest książka. 

Zdaję sobie sprawę, że nie każdy będzie w stanie przymknąć oko na to wszystko o czym pisałam wcześniej, ale ja po przeczytaniu całej książki daje się prowadzić na ślepo. 

wtorek, 11 czerwca 2019

"Wynajmij sobie chłopaka"Steve Bloom


Współczesna młodzieżówka napisana przez mężczyznę? Czegoś takiego nigdy wcześniej nie czytałam. Teraz panowie autorzy skupiają się na fantastyce, na mrożących krew w żyłach thrillera, na powieściach filozoficznych. A młodzież zostawiają pod opieką kobiet. Książek z gatunku Young Adult na rynku jest bez liku, jednak wszystkie mniej lub bardziej prezentują dziewczęcy punkt widzenia. "Wynajmij sobie chłopaka" wyróżnia się więc na tle podobnych publikacji. Opowiedziana jest ona słowami już prawie dorosłego chłopaka.

Brooks marzy o dostaniu się na prestiżowe studia na Columbii. Jednak na drodze stoi mu wiele przeszkód. Po pierwsze musi poprawić wyniki testu, po drugie nie ma znajomości na uczelni, które pomogłyby mu wyróżnić się spośród setek kandydatów, po trzecie nie ma funduszy wystarczających na studiowanie. Nie poddaje się jednak łatwo i za wszelką cenę dąży do obranego celu.

Jako sposób na zarobienie potrzebnych pieniędzy znajduje dość kontrowersyjne zajęcie. Świadczy usługi tak zwanego "zastępstwa". Zostaje osobą towarzyszącą na balach absolwentów i innych tego typu uroczystościach. Wynajmowany jest nie przez same dziewczyny, lecz przez ich zatroskanych i zamożnych rodziców.

Ta historia mogłaby okazać się katastrofą gdyby została źle napisana, ale autor zdecydowanie stanął na wysokości zadania. Stworzył postać Brooksa, którego po prostu nie da się nie lubić. Jest on bardzo autentycznym bohaterem, w żaden sposób nie wydaje się być wyidealizowany, jednak na każdym kroku udowadnia, że w gruncie rzeczy jest bardzo wartościowym chłopakiem. Pomimo tego, że podejmuje złe wybory, że zdarzają mu się żenujące wpadki, że czasem przeklnie, czasem się napije, jego wytrwałość, dobre maniery, dyskrecja i rzetelność rekompensują złe wrażenie.

Bardzo dobrze bawiłam się przy tej książce. Uważam, że jest ona doskonałą przeciwwagą dla książek dla starszej młodzieży przepełnionych erotyką, które zalewają ostatnio rynek wydawniczy. Wątek romantyczny w książce jest jak najbardziej obecny. Ale rozwija się tak, jak powinny rozwijać się związki w prawdziwym życiu. 

Teraz tylko zostało mi nadrobić serial. Ale coś czuję że będzie ciężko dorównać mu książce.

piątek, 24 maja 2019

"Więcej niż pocałunek" Helen Hoang


Już w kwietniu miałam przyjemność zapoznać się z zapowiedzią tej książki, w postaci jej trzech pierwszych rozdziałów. Byłam wtedy zachwycona i jednocześnie rozczarowana, że tak szybko ten udostępniony mi fragment się skończył. 

Całość książki dostałam do recenzji już dobrych kilka dni temu. Przeczytałam ją jednym tchem, a z recenzją zwlekałam jedynie dlatego, że nieuleczalny brak czasu dopadł mnie ze wzmożoną siłą.
Ale już jestem na posterunku i speszę donieść, że była to całkiem przyjemna książka.

Może nie aż tak wyśmienita, jak miałam nadzieję, po tych trzech rozdziałach, niemniej jednak pełna emocji, dobrze napisana, i całkiem ciekawa.

Bohaterowie, choć ich pierwsze spotkanie odbyło się w konkretnym celu, nie rzucają się na siebie w szale namiętności. Książka ta, to nie są tylko sceny łóżkowe przeplatane nic nieznaczącymi wydarzeniami. Wręcz przeciwnie. Dość dobrze poznajemy osobowości bohaterów, przedstawiona zostaje nam cała rodzina Michaela, dajemy się wciągnąć w niecodzienny świat umysłu Stelli. 

Co więc mi nie zagrało? Chyba tępo powieści. Od samego początku widać będzie, że będzie ono raczej powolne, ale w rzeczywistości okazał się być trochę nierówne. Nie jest to slow burn, który napięcie między bohaterami przeciąga do granic wytrzymałości, opisując wybuch namiętności na ostatnich stronach książki. Nie jest też to erotyk, w którym nieznajomi wskakują razem do łóżka, zaraz po przedstawieniu się sobie. W tej historii mamy tak na prawdę dwie relacje między Stellą i Michaelem: erotyczna oraz emocjonalną. I tempa tych relacji nie są ze sobą spójne. Czasem zwalnia jedna, a nienaturalnie przyśpiesza druga, czasem znów na odwrót. 

Kurcze, czytając to co piszę, dochodzę do wniosku, że czepiam się i wymyślam jakieś nieistniejące teorie. Może to wina tego, że miałam zbyt wielkie oczekiwania i pomimo tego, że książka mi się podobała oczekiwałam większego WOW. A teraz swoje niczym nieuzasadnione rozczarowanie próbuje poprzeć jakimś inteligentnym wywodem.

Nie czytajcie mnie już więcej. Przeczytajcie "Więcej niż pocałunek". Sami sprawdzicie. Dajcie potem znać co myślicie.

czwartek, 2 maja 2019

"Szalona noc" Christina Lauren

Z każdą kolejną książką autorek Christina Lauren wydaje mi się, że radzą one sobie coraz lepiej. To już piąta moja powieść ich autorstwa i jak do tej pory najlepsza.

"Szalona noc" to trzecia cześć cyklu Wild Seasons. Opowiada historię Loli i Oliviera. To oni jako jedyni z szóstki przyjaciół, nie skonsumowali swojego spontanicznego małżeństwa. Szaloną noc spędzili spacerując, rozmawiając i poznając się lepiej. Teraz krążą wokół siebie, przyciągając się, jednocześnie za wszelką cenę trzymając dystans. 

Ta para to osoby w zasadzie bardzo skryte. Żyjące w swoim świecie, według swoich zasad. Olivier to miłośnik komiksów, Lola komiksy tworzy. Gdy przyjaźń stała się jedną z najważniejszych rzeczy w ich życiu, boją się, że przez nierozważny krok mogą doprowadzić do utraty tego, co już wypracowali w relacjach między sobą.

Zanim ich opowieść się zakończy będą musieli wiele przemyśleć, poukładać sobie kilka spraw, a potem też poważnie porozmawiać. Więc ta książka to nie tylko dziki seks, który dominował w pierwszych publikacjach autorek.

Nie oczekujmy jednak ugrzecznionej powieści. "Szalona noc" to romans erotyczny. Sceny łóżkowe są pełne pasji i obrazowe. Język powieści jest jednoznaczny. Autorki nie bawią się w zawoalowane opisy. Nazywają sprawy po imieniu. Ja osobiście wole takie ujęcie sprawy, niż nieraz wręcz niesmaczne porównania i metafory.

Książkę przeczytałam a dużą przyjemnością. Była ona dla mnie oderwaniem od problemów dnia codziennego. Lekka, choć nie do końca banalna. Przyjemna lektura na chwilę relaksu.

niedziela, 14 kwietnia 2019

"Gwiazdy nadziei" I.M. Darkss


To druga w ostatnim czasie książka polskich autorek, ukrywających się pod pseudonimem nie zdradzającym nam ich narodowości, która trafia w moje ręce. Po katastrofie "Prostego układu", którego jeszcze ciągle nie udało mi się przeczytać, nie sięgnęłabym po książkę I.M. Darkss, gdyby nie to że nie zorientowałam się początkowo, że mam do czynienia z Polką. Tak bardzo książka K.A. Figaro zniechęciła mnie do rodzimej literatury kobiecej.

Lekko się przestraszyłam, gdy otworzyłam mój egzemplarz recenzencki "Gwiazd nadziei" i z jednego ze skrzydełek spojrzała na mnie uśmiechnięta twarz dziewczyny z Warmii. Okazało się jednak, że wcale nie było się czego bać. Nie spotkałam tutaj obcesowego zachowania, niewytłumaczalnych przekleństw, głupich bohaterów, ani niesmacznych scen erotycznych. Wręcz przeciwnie. Bohaterowie byli całkiem sympatyczni, erotyka pozbawiona opisów anatomicznych, a przekleństwa, choć obecne, całkiem zrozumiałe.

Amara wraca do domu po ukończeniu szkoły i staje przed wyborem dalszej drogi swojego życia. Może posłuchać rodziców i rozpocząć studia na prestiżowej uczelni, lub rozwijać swoją pasję do rysunku. Lecz nie to jest jej największym zmartwieniem. Jej myśli krążą przede wszystkim wokół Jaksa, właściciela salonu tatuażu, w którym pracuje jej brat. Jaks natomiast zachowuje się trochę jak pies ogrodnika, sam odsuwa od siebie Amarę, jednocześnie krzywo patrząc na każdego mężczyznę który się do niej zbliży.

Trudno mi jednoznacznie określić czy ta książka mi się podobała. Tak na prawdę była dla mnie czasami zbyt przesłodzona, czasem znów zbyt egzaltowana, a w obszernych fragmentach nasycona dramatyzmem. Bohaterka swoje emocje przeżywała zbyt mocno, opisując je czytelnikowi przy użyciu zbyt wielu epitetów. Zakończenie książki dało się łatwo przewidzieć już po pierwszym tropie jaki zostawiła nam autorka. A niektóre zachowania bohaterów lekko irytowały.

Pomimo tego wszystkiego książkę, która ma ponad 460 stron przeczytałam w niespełna dwa dni i to bez skracania sobie opisów, bez rzucania nią w irytacji, oraz bez zbytniego wywracania oczami. 

I.M. Darkss pisze w sposób, który nie do końca mi leży, ale i tak książkę czytałam raczej z przyjemnością. Myślę że spokojnie mogę ją polecić czytelniczkom, które lubią przezywać emocje aż do bólu. 

piątek, 12 kwietnia 2019

"Więcej niż pocałunek" Helen Hoang - 3 pierwsze rozdziały

Wydawnictwo Muza rozpoczęło śmiałą akcję promocyjną książki Helen Hoang pod tytułem "Więcej niż pocałunek". Jej premiera będzie mieć miejsce dopiero 5 czerwca, ale już teraz na trzy miesiące przed publikacją, blogerzy i recenzenci mieli okazję zapoznać się z pierwszymi trzema rozdziałami. 

Temat książki wydaje się być nieco kontrowersyjny. Bohaterką jest Stella - kobieta mierząca się codziennie z zespołem Aspargera, bohaterem natomiast Michael płatny żigolak. To brzmi niedobrze. Przynajmniej na pierwszy rzut oka. Czyżby przekroczenie granic przyzwoitości? Pogwałcenie praw osób chorych?

Jednak te pierwsze trzy rozdziały dają nadzieję, że autorka poradziła sobie z tematem w sposobów nie tylko gwarantujący wspaniałą lekturę, ale również nie urażając niczyich uczuć. Stella przedstawiona jest jako urocza osoba, którą pokochuje się od pierwszych słów, pomimo jej nietypowego zachowania. Michael natomiast jest delikatny, taktowny i zachowuje się z prawdziwą klasą. Mamy tu więc do czynienia z przełamaniem tabu oraz z obaleniem stereotypu. 

Zapowiada się więc doskonała lektura. Już nie mogę doczekać się całości książki.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...